Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Niedziela, 14/08/2022

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Profil użytkownika

Yuka29

< div class ="naglowek_bloga">

Mordownia :p

 

Strona 13 z 14

1...91011121314

W sieci kontaktów ;p

Środa, 22:14, 23/09/09, tagi:

Ostatnimi czasy szeroko opisywanym i roztrząsanym fenomenem, stały się portale społecznościowe. Różne "enki", golden lajny i takie tam. Jeśli gazeta typu dziennik,  nie ma na „jedynce” najnowszej liczby użytkowników jakiegoś portalu wraz z dogłębną analizą zjawiska, to jest niewiarygodna, niedoinformowana, nieaktualna i w ogóle passe! Żeby byc na czasie, też postanowiłam sobie poanalizowac, choc nie tak dawno usłyszałam bardzo pouczającą przypowieśc o analizie właśnie. Brzmiała mniej więcej tak: Sraj w kucki,  "analizie" Ci piasku w tyłek;p

Analiza pod kątem psychologicznym – Wiadomo, anonimowość pozwala nam na więcej, człowiek szuka kontaktu, czuje się bezpiecznie siedząc za szklanym monitorem i kreując się na...(tu spora dowolność)

Analiza pod kątem socjologicznym – Wiadomo, XXI wiek, rozpad więzi, spłycenie kontaktów, zanik wartości różnorakich... Czymś sobie trzeba kompensowac ;p

Analiza pod kątem pedagogicznym – Wiadomo, starzy pracują, dzieci latają w samopas, a jak maja tak latać to lepiej niech posiedzą przed kompem szukając surogatu zainteresowania w cyberprzestrzeni.

Analiza pod kątem ekonomicznym – Wiadomo, siedząc samemu przed kompem i klikając na GG tudzież innych komunikatorach , wydamy mniej niż w przypadku realnego spotkania...

Analiza pod kątem organizacji czasu – Wiadomo, odpalenie peceta to chwila moment, a czas to przecież pieniądz....No i możliwość skorzystania ze statusu: n i e w i d o c z n y...

Analiza pod kątem ilościowym – Wiadomo, nic tak nie dowartościowuje człowieka jak posiadanie tysiąca ZNAJOMYCH....Znaczy, że jestem cool oraz lubiana i generalnie jest OK...



Analiza pod kątem jakościowym – Wiadomo, utrzymuje się tylko te kontakty, które satysfakcjonują. Dlatego chętnie wyślę zaproszenie do sieci znajomych osobom rozpoznawalnym. Ta osoba mnie nie kojarzy? – trudno, ja ją znam więc więź jest jakby zadzierzgnięta :-)

Analiza pod względem statystycznym – Wiadomo, znajomi naszych znajomych są naszymi znajomymi, więc postęp w budowaniu sieci kontaktów proporcjonalnie i stale przyrasta...Po co? A tak se;p

Analiza pod względem technologicznym – Wiadomo, wymóg czasów! Kto nie posiada adresu e –mail i komóry, ten został w tyle i cofa się zamiast - jak MY rozwijać...

Analiza pod kątem estetycznym – Wiadomo, Jak się nie ma szmalu na nowe łachy, a w ostatniej dekadzie się przytyło, lepiej nie epatować wizerunkiem tak bezpośrednio. Monitor wszystko przyjmie...

Analiza pod kątem ekologicznym – Wiadomo, dojazd na spotkanie łączy się z bezwzględnym zatruwaniem ekosystemu. Prąd nie emituje spalin....Chyba ;-)

Analiza pod kątem kulturalnym – Wiadomo, jeśli wirtualna rozmowa obsunie się na wątki, o których nie mam pojęcia, zawsze mogę napisać Z/W i skorzystać z zasobów Google ...

Analiza pod kątem etyczno – moralnym – Wiadomo, przeanalizujcie to sobie we własnym zakresie ;p

 

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (3) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Grzyby z MENSY ;p

Poniedziałek, 15:03, 21/09/09, tagi:

Jesień to czas wycieczek do lasu. Jedni wyjeżdżają sobie po prostu pooddychać świeżym powietrzem, inni znoszą chrust żeby przepalić w piecach zanim mróz nakaże używać bardziej kalorycznych paliw. No i grzyby! Grzybobranie to wszak najmodniejsza jesienna rozrywka.

Całe rodziny biegają między drzewami, mniej lub bardziej skutecznie usiłując się wzajemnie pogubić. Nikt mi nie wmówi, że grzyb należy do świata roślin! Dam sobie głowę uciąć (bez wielkiej zresztą straty), że te wszystkie prawdziwki, koźlaki i podgrzybki są istotami wyższego rzędu, na dodatek obdarzonymi podłymi charakterami!!!

Wszystko jest łatwiej znaleźć niż te ukryte w runie potwory... I do tego jeszcze, ta ich strategiczna organizacja! Wystawiają warty w postaci muchomorów i innych „psiarów”... To nie przypadek, że te zionące trującymi substancjami widać z daleka!  Tylko się człowiek pochyli nad kropkowanym cudem natury, zaduma nad ich pozornie bezsensowną urodą, a wokół zaraz rozlega się szelest uciekającej, jadalnej braci....Założę się, że mają niezły ubaw patrząc zza paproci na uzbrojonych po zęby w koziki, błąkających się ludzi.

Powiecie, że przecież niektórzy wracają z pełnymi koszami...To proste! W tej partyzanckiej walce muszą być ofiary. Wypchną więc czasem jakąś grzybową pierdołę, żeby dała się złapać. Ot tak dla dobra reszty! Grzyby jak Spartanie w pierwszej kolejności eliminują spośród siebie najsłabszych. Dlatego najprościej jest się natknąć na zmurszałe i zarobaczywione mutanty, których los i tak jest przesądzony....

Na zbieraniu grzybia złośliwość wcale się nie kończy! Jak już dopadnie się takiego cwaniaka, zrozumiałe, że chciałoby się go widzieć jako wiszące na ścianie trofeum (bez rogów i zębów ale za to z imponującym mózgiem skitranym w kapeluszu). A co on robi wówczas???? Zamiast cieszyć oczy i dać się napawać zwycięstwem, kurczy się momentalnie i brzydnie!

To samo na patelni...Niby wrzucam kilka dorodnych okazów, a po chwili widzę smętną małą kupkę, której niegdysiejsza świetność pozostała tylko w zapachu...


+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (2) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Ułańska fantazja w wersji zastolnej :p

Piątek, 20:10, 18/09/09, tagi:

W mojej rodzinie panuje tradycja świecka (choć nie nowa), obchodzenia hucznych imienin przy suto zastawionym stole. Mówiąc "suto" nie mam na myśli wyłącznie jedzenia...

Zwykle liderem i moderatorem swobodnych już bardzo dyskusji zostaje mój padre, który z racji kresowego pochodzenia ma wspaniały, obrazowy dar narracji (nawet na trzeźwo)! Cała  skupiona familia  spija każde słowo z jego ust... Stanisław Lem przy moim ojcu to dokumentalista, ściśle trzymający się faktów!!!

Każdy rok ma swój "lajtmotiw". Tym razem uwagę rodziny przykuło smutne story o rasowym ratlerku z bardzo pasującym do tej rasy imieniem Lord... Ta dramatyczna i obfitująca w zaskakujące zwroty opowieść działa się oczywiście na wileńszczyźnie, w czasach, kiedy ta należała jeszcze do Polski...

Wymieniony Lordzik był ukochanym pupilem, oczkiem w głowie mojej babci. Kochała go całym sercem i rozpieszczała niemożliwie. Otoczony luksusem i miłością dożyłby psina zapewne sędziwego wieku, gdyby nie pewien feralny dzień...

Lordzik wyszkolony przez swą pańcię żywił odrazę do alkoholu i tych, którzy sympatyzowali z trunkami również. I stało się...dziadek wrócił na tak zwanym „cyku” z jakiegoś przedwojennego rautu i natknął się przy drzwiach na szarżującego ratlerka... Legenda głosi, że chciał go delikatnie odsunąć.. butem co prawda - ale jednak... Niestety Lordzik jak każda istota, w której żyłach płynie błękitna krew okazał się nad wyraz delikatny i owegoż odsunięcia nie przeżył był...(Świeć Panie nad jego wierną duszą!) Babcia była podówczas nieobecną w domu, a dziadek? Dziadek wpadł w panikę...

Wysnuł szatański plan upozorowania samobójczej śmierci psa!!! Bo gdyby prawda wyszła na jaw zapewne podzieliłby los Lorda- był tego boleśnie świadomy... Na chwiejnych nogach porwał denata na ręce i wyniósł z mieszkania. Mizerny plan był taki żeby położyć go na ulicy opodal kamienicy gdzie mieszkali...Wizja lokalna z kolei miała potem  wykazać, że Lordzika rozjechała chłopska furmanka! Jak pomyślał tak też zrobił a nawet zaczął dostrzegać plusy w całym zajściu...Wszak raz na zawsze pozbył się konkurencji do serca babki Stanisławy...

Zadowolony, choć w lekkim napięciu czekał na powrót żony...  Jakież było jego zdziwienie, gdy wpadła do domu jak tornado, tłukąc go gdzie popadnie... Okazało się, ze plan, choć pozornie bez zarzutu, miał pewne luki. Otóż dziadek brzydził się najzwyczajniej w świecie wziąć na ręce zewłok i żeby tego uniknąć zawinął doczesne szczątki psa w dywanik, którego zapomniał jednakże przynieść z powrotem.... Babcia jakoś nie chciała przyjąć do akceptującej wiadomości, że smętny rulon na drodze to pokłosie psiej depresji ...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (3) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Lokalna fauna ;p

Czwartek, 16:31, 17/09/09, tagi:

Lubię zwierzęta! Lubię jeszcze kilka innych „rzeczy”, ale do zwierzaków mam sporą słabość.
Mieszkam w zielonej części dzielni, gdzie brak planu zagospodarowania przestrzennego umożliwia póki co, niczym niezakłócone sąsiedztwo z różnej maści żywiołkami.

Mamy tu między innymi pełno ptactwa. Dzięki gołębiom, które co rano grzmocą się na mojej balkonowej poręczy, wydając przy tym z siebie odgłosy nieprzyzwoite, bez pudła wiem jaka jest aktualnie pora roku.

O osach, które zakładają gniazda za pilśniową ścianką, która odgradza mnie od strychu, nawet nie wspomnę. Odgłosy wydają zresztą jak wyżej! Co prawda wieszając pranie, trzeba zakładac odzież ochronną, ale to w końcu niewielka niedogodność za możliwość obcowania z naturą!

Mamy tu również pełno jeży. Całą ogólnopolską populację jak sądzę! Kto nie wdepnął wieczorową porą, (koniecznie w japonkach) na jeżyka właśnie, ten nie doceni zalet na wpół wiejskiego życia. Zapewniam, że to przeżycie z gatunku ekstremalnych! Zwłaszcza dla jeża...

Uwielbiam te spokojne wieczory, kiedy relaksuję się po ciężkim dniu pracy, a kot składa mi w darze miłości żywe nietoperze u stóp. Świeżo wyciągnięte z komina ofkoz! Skąd niby wiedziałabym, że zirytowany nietoperz syczy niczym stary gąsior, gdybym nie miała okazji słyszeć tego na własne uszy?

A wczoraj, z porannej sąsiedzkiej pogawędki dowiedziałam się, że dzielnicy przybył jeszcze jeden żywiołek. Otóż panu z parteru zaginął dwumetrowy pyton! Hmm, pytanie brzmi: Czy mój kot przyniesie mi tym razem do łóżka dusiciela? Czy raczej pyton przyniesie mi kota?

Sąsiad jest nieco zmartwiony bo wąż dawno nie jadł, a córka ma jeszcze szynszylę...

Echh, chyba z tego wszystkiego pójdę popatrzec na pasące się w parku szczury... :p

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Mój jest ten kawałek śmietnika ;p

Środa, 22:43, 16/09/09, tagi:

Moja babcia zwykła mawiać, że każda wieś ma swojego głupka!

Wiejski głupek to nie tylko postać, ile poważna i potrzebna instytucja. Dostarcza rozrywki, stanowi punkt odniesienia, wreszcie – bycie „za” lub „przeciw” niemu, według potrzeb jednoczy albo dzieli całą społeczność.

W miastach o głupków też nie jest trudno, a statystycznie to nawet może i łatwiej...
W mojej dzielni też jest taki człowiek – instytucja. Gienio, zwany pieszczotliwie i z amerykańska Judżinem, mieszka sobie z mamą i zazwyczaj nikomu nie wadzi. Czasem tylko jakiś wredny bachor sprowokuje go przedrzeźnianiem do mocno słownej reakcji... Trzeba tez wspomnieć, że ma chłop duszę społecznika i mniej więcej co drugi dzień napuszcza na kogoś policję. Ot tak normalnie, różne rzeczy mu przeszkadzają...Judżin zbiera puszki w celach materialnych i makulaturę w celach grzewczo – opałowych. W czym go cała lokalna społeczność wspiera jak może, spożywając piwa (w puszkach) ile tylko się da...

Pełna symbioza ale do czasu! Dziś spokojnym światem Judżina wstrząsnęły decyzje administracyjne. Otóż zlikwidowano nasz śmietnik! Śmietnik może i nasz, ale rewir tylko i wyłącznie jego! Reszta dzielnicowych wysypisk jest pozajmowana przez wrogich Judżinowi konkurentów i to takich z większą siłą przebicia...Nagle okazało się, że śmietnik stoi „w ciągu pieszych” i ktoś ma go bliżej, niż przepisowe dwieście metrów od okien. Administracja postanowiła dołożyć „nasze” kontenery do innych, przepisowo stojących śmietników... Jak zwykle w takich sytuacjach dla kogoś zysk, a dla kogoś strata!

Judżin wpadł w szał! Biegał, klął, obwiniał wszystkich o krzywdę jaka go niesprawiedliwie spotkała. Interweniował u prezesa spółdzielni. Twierdził, że zadzwoni w tej sprawie do samego Kaczyńskiego albo i do prezydenta miasta.
Afera się wywiązała taka, że niemal wszyscy mieszkańcy okolicznych bloków przyjęli w oknach status online, by z bezpiecznego oddalenia śledzić rozwój sytuacji. Tylko partery wolały pozostać przy statusie „niewidoczny”. Inni zresztą chcąc, nie chcąc - też musieli uczestniczyć w wypadkach bo nie było po prostu innej możliwości...

Kiedy spazmy, bluzgi i miotanie nie przyniosły żadnego efektu, Judżin postanowił wziąć sprawy we własne ręce i perfidnie ukradzione kontenery przytargać z powrotem na S W O J E miejsce (po brukowanej ulicy). Tak więc, jeśli nawet ostała się dotąd jakaś osoba nieświadoma rozgrywającego się dramatu, to tylko do tej pory...

Sąsiedzi postanowili zatem wprowadzić do sytuacji element mediacji. Pertraktacje jednak spełzły na niczym gdyż dowiedzieli się, że to wszystko ich wina, a w ogóle to mu zrzucają z okien do ogródka różne świństwa (szczegóły wypowiedzi pominę, ale uciecha gapiów była słyszalna). W odwecie Judżin solennie im obiecał zdemolowanie samochodów i innego ruchomego dobytku. Jak łatwo przewidzieć, okopali się z powrotem w domu.

Tymczasem Judżin zaparkował na miejscu odzyskane kontenery, co bynajmniej nie poprawiło mu humoru. Po sześciu godzinach ktoś zadzwonił po policję, po następnych dwóch, ta przyjechała. Panowie posterunkowi upomnieli Gienia, pogrozili mu palcem i czym prędzej odjechali usłyszawszy najpierw, co Judżin jest gotowy z nimi zrobić...

Jestem przekonana, że pokazem determinacji i walki o swoje, Judżin od jutra nie będzie miał problemów z dostępem do innych rewirów, nawet gdy ten odzyskany ponownie mu zabiorą. I wszystko znowu wróci do normy...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (5) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

 

Strona 13 z 14

1...91011121314

REKLAMA

REKLAMA