Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Czwartek, 02/07/2020

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Profil użytkownika

Yuka29

< div class ="naglowek_bloga">

Mordownia :p

 

Strona 3 z 14

1234567...14

Autodewastacja :p

Środa, 09:43, 13/07/11, tagi:

Pfff.  Są tacy, co twierdzą, że jestem totalnym chaosem.  To częściowo prawda, bo wszędzie gdzie jestem, wprowadzam zamieszanie. Najczęściej totalne! :p  Żałowałabym nawet tych twierdzących, skazanych bardziej lub mniej na moje towarzystwo, ale jednak „ chaos made by yuka”, najbardziej daje się we znaki mnie samej… :p

Ta odmiana chaosu, której jestem reprezentantką, dotyczy głównie oferm, fajtłap, gap i niepełnosprytnych. Namiętnie wylewam, wysypuję, łamię, uszkadzam wszystko co trafi w moje w łapska. Jeśli nie zniszczę, to tylko dlatego, że wcześniej  to gdzieś posieję…   (jak telefon wczoraj) :p

Oglądam sobie właśnie potężnego sińca nad kolanem (całkiem świeży upadek z roweru). W sumie po tym jak odrósł mi paznokieć po ugryzieniu przez psa, zeszły ślady po oparzeniu  i odpadły strupy po walce z gałęzią, która nieproszona wdarła się do mojego sandała, to całkiem naturalne, że musiałam doznać kolejnych obrażeń… :p

Zaczęło się w wieku szczenięcym, kiedy to niemal każdy poranek zaczynałam od wchodzenia do wanny w spodniach od piżamki, celem odklejenia jej od strupów na wiecznie rozbitych kolanach. W kolanach mam zresztą do dziś  próbki żwiru i gleby z  Gdańska i okolic… :p

Mniej więcej w tym okresie, wybiłam sobie też kilka mleczaków na przedzie, chcąc zobaczyć co jest na lodówce. Krzesło usunęło mi się spod nóg i  zawisłam. Na zębach! A potem grawitacja zrobiła swoje… :p Notabene, wyrwa w szczęce, świeciła pustką przez kolejne trzy lata.

Dalej moja yyy nietypowa skłonność, tylko ewoluowała. Pewnie dlatego, że zarobiłam w głowę pięcio kg piłką lekarską, którą ktoś przerzucił przez urny wyborcze stojące na sali gimnastycznej (pęknięcie podstawy czaszki).  Biwak nad jeziorem we Wdzydzach ,  wspominam głównie dlatego, że wrzucona romantycznie przez kolegę do jeziora, nim wpadłam do wody by zacząć się topić, zdążyłam solidnie walnąć głową w pomost (wstrząśnienie mózgu). :p

W międzyczasie trenowałam jazdę konną, a im koń bardziej narowisty, tym frajda była większa. Jeden postanowił mnie ugryźć, podnosząc za yyy klatkę piersiową (zerwanie mięśni i ścięgien barku). :p

Wśród dwudziestu palców, chyba nie mam takiego, który nie byłby w historii wybity, solidnie pocięty albo chociaż zmiażdżony, jak podczas wyprawy na siłownię, kiedy to wsadziłam obie łapy pod obciążniki jakiegoś urządzenia, wbrew pozorom zaprojektowanego po to, by forma fizyczna rosła… :p

Przypomniało mi się jeszcze, że udało mi się także obciąć fragment opuszka...uwaga, uwaga - mopem!!!  Być może wydaje się to niewykonalne, ale o tym, że nie da się połamać łyżew hokejowych, też mi mówiono...

Taka karma. Co gorsza przekazywana genetycznie. Ze wszystkich cech, które mógł odziedziczyć po mnie Junior, na kole fortuny DNA, wylosował właśnie tę… :p

Dalej może być już tylko casting do Jackass 5D!  :p

Zdjęcia

Autodewastacja :p

Autodewastacja...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (6) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

O psie samobójcy i ludzkiej szlachetności :p

Piątek, 23:11, 08/04/11, tagi:

Kto od czasu do czasu czytuje ten blog, wie, że przyciąganie katastrof bardzo sprawnie mi wychodzi. Taki dar! Palec Boży! Specjalny talent…

Wczoraj  miała miejsce  kolejna, fatalna okoliczność. Otóż Juniorowi uciekł pies. Wyślizgnął się  spod zbyt luźno zapiętej obroży i ze szwungiem totalnym pobiegł w stronę torów i dalej Traktu Św. Wojciecha…   Buldogi generalnie, wydają się być mało ekspresyjne i dynamiczne, ale nasz jest oczywiście wyjątkowy. To jak… krokodyl, który leży bez ruchu, by w momencie ataku poruszać się z prędkością, której ludzkie oko nie rejestruje…  To był właśnie tego typu manewr (tyle, że dotyczący poczucia wolności a nie ataku)

Co robi zdesperowana użytkowniczka portalu MojaOrunia.pl  w chwili kryzysu?? Otóż biegnie po pomoc do redakcji ! ;p Co ważniejsze – tę pomoc tam uzyskuje…  W jakieś 12 sekund pojawiły się ogłoszenia innych blogerów.  Została również rozpoczęta szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza, w której buldoga szukali: redaktor Olejarczyk, redaktor Kluz, Gość 19.52, Siks, Junior, koledzy Juniora, no i oczywiście ja…  Eksplorowanie Oruni po obu stronach Traktu, nie przyniosło jednak skutku.

Około 22.00 za sprawą radnego , D. Słodkowskiego, pojawiła się nowa poszlaka w poszukiwaniach. Radny dostrzegł buldoga w okolicy ul. Rejtana. Buldog stał i spoglądał na jeżdżące samochody… Niestety my go już tam nie zastaliśmy. Poszukiwania do trzeciej  nad ranem, nie przyniosły efektu.

Rano zadzwoniłam do schroniska dla zwierząt w Kokoszkach i dowiedziałam się, że owszem jest zgłoszenie o takim psie, który został potrącony przez samochód i przebywa w klinice na ul. Łąkowej…

Okazało się, że spanikowany buldog wlazł oczywiście na Trakt i trzepnęło go auto! Widzący to przechodnie, bali się go złapać ale starali się, by ponownie w szoku nie wszedł na jezdnię.  Szczęśliwie dla psa – samobójcy, przejeżdżali akurat ludzie – pasjonaci tej rasy, zakochani w buldogach. Zatrzymali się, zgarnęli psiaka i odstawili do wspomnianej wcześniej kliniki. Następnie z własnej kieszeni, uregulowali rachunek za jego leczenie. Niebagatelny dodam, bo wynoszący  pięćset złotych!  No kurde, nie każdy by to zrobił…

Pies miał zbite przednie płaty płuc, rozdęty żołądek, i zadrapania. Musi zostać w klinice co najmniej do jutra.  Spotkałam się z tymi wspaniałymi ludźmi , naprawdę niesamowici! I mają tatuaże z wizerunkiem buldogów :)))  Na wypadek gdybym to ja się nie odnalazła, zdążyli nawet znaleźć psu potencjalny dom. I to wszystko w 12 godzin…

Pies czuje się całkiem nieźle (wybaczę mu nawet zmasakrowanie świątecznego budżetu). Mnie też już odchodzą nerwy i tylko pozostaje ogromna wdzięczność, dla wszystkich, którzy osobiście zaangażowali się w jego odnalezienie czy pomoc na miejscu wypadku. Bardzo, bardzo Wam dziękuję!

No i wiadomo, jak coś, gdzieś będzie się kiepściło – walcie jak w dym do redakcji naszego lokalnego portalu! :p

 

Zdjęcia

O psie samobójcy i ludzkiej szlachetności :p

O psie...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (5) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Kampania warzywna ;p

Piątek, 20:05, 25/03/11, tagi:

Orunia będzie miała Radę Osiedla. To prawie pewne. Całkiem sporo ludzi zaangażowało się w jej powstanie,  co więcej – chce nawet do niej osobiście kandydować!  Na spotkaniu w Domu Sąsiedzkim, większość zebranych zbierała podpisy pod swoimi kandydaturami  by spełnić konieczne wymogi formalne przed  oficjalnymi wyborami w maju.

Pożytek bezpośredni i najszybciej odczuwalny dla mnie (podpisującej) to to, że wreszcie nauczyłam  się na pamięć własnego PESELU. Nigdy w życiu nie używałam go tak często jak w czasie tej „gorączki obywatelskiej”…

Kandydata można spotkać wszędzie. Nierzadko puka do drzwi mieszkania by prosić o podpis. (U mnie było trzech, z czego jeden wyrwał mnie z głębokiego snu).  To jak metafora samorządności, jak przesłanie: „Obudź się Yuko! Poprzyj konstytuującą się Radę Oruni !!!”;p

Yuka się przebudziła i poparła, czując się trochę jak celebrytka rozdająca autografy na prawo i lewo. – Komu mam podpisać? Dla pana Mateusza, tak?  I sruu,  nazwisko, adres, PESEL… ;p

Kilka dni temu robiłam zakupy w okolicznych  (nie najtańszych) sklepikach, takich co to sam Prezes JK. kupuje jak  już musi :p Przeżywam właśnie rozterki spowodowane wyborem  odpowiednich pomidorów, kiedy od strony zaplecza w warzywniaku, pada pytanie:

- Czy pani zna swój numer PESEL???  (do mnie to było;p)

- Ha! Pewnie, że znam!  Pochwaliłam się nie wyczuwając jeszcze intrygi…

- To podpisze pani, że popiera takiego, jednego kandydata do Rady Osiedla… Mam  tu specjalną listę.

- Yyy  ale kto to taki? Skąd mam wiedzieć czy go popieram?  ;p

- Ja tam nie wiem, ale to syn klientki! DOBREJ klientki proszę pani!  - odrzekła z godnością pani z warzywniaka.

Heh, podpisałam, ale pech chciał, że kojarzę całkiem nieźle tego leniwego kandydata ;p Zamiast odklepywać door2door, i biegać za własnymi wyborcami, kładzie listę na kalafiorach i to jeszcze za pomocą mamy! No halooooooooo, ogarniamy się tam!!! ;p

 

 

 

 

 

Zdjęcia

Kampania warzywna ;p

Kampania...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (34) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Dobro wspólne :p

Wtorek, 14:09, 15/03/11, tagi:

Co to takiego dobro wspólne? Kombinuję, że to pewnie będzie, coś wartościowego (nie tylko w wymiarze materialnym), co stanowi własność jakiejś grupy społecznej…

Wspólnota mieszkaniowa, jest wobec tego taką grupą, która rości sobie prawa do zamieszkiwanej przestrzeni. Co, kto ma w domu i jak o to dba jest rzeczą wtórną, którą nikt nie powinien się zajmować,  ale przecież są jeszcze elementy,  które dotyczą wszystkich w tym samym stopniu.

Moja wspólnota składa się z dwóch klatek schodowych,  a w każdej z nich jest po siedem mieszkań. W zeszłym roku mieszkańcy podjęli uchwałę o wyremontowaniu tej przestrzeni. Ze względu na brak wystarczających nakładów finansowych, wzięliśmy kredyt na piętnaście lat! Wstawiono nową stolarkę okienną, drzwi wejściowe,  wymieniono całą elektrykę, wyszpachlowano i pomalowano ściany. Odnowiono też stare, drewniane schody.

Już na etapie remontu, co bardziej zaangażowani w przedsięwzięcie mieszkańcy,  zastanawiali się: Na ile starczy ta inwestycja?  Czy ładne plafony skrywające żarówki, nie będą wręcz dopraszały się o i ich zbicie?  Czy drzwi będą otwierane kluczem czy raczej kopniakiem?

Wówczas  zajmowałam stanowisko, że wszyscy docenią fakt, że coś drgnęło po kilkudziesięciu latach i poczują się współwłaścicielami „wspólnego”… Z zapałem godnym lepszej sprawy, przekonywałam, że podjęty trud i długoletnie zobowiązanie w banku ma sens…

Rzeczywiście,  mijał czas i wszystko wskazywało na to, że mój optymizm był uzasadniony.  Pewnie, że czasem jakiś dzieciak zahaczył o ścianę, targając rower do domu,  ale mimo wszystko nazwijmy to:  „normalnym użytkowaniem”…

Jednak nie minął jeszcze rok od remontu, a na jednej z klatek są znowu napisy,  po plafonie przy wejściu została ledwie oprawa, a okna na klatce schodowej są czarne od celowego przypalania, co z kolei zasługuje na miano: „normalnej, celowej dewastacji”! …

I co? I nic! Moje rozczarowanie mogę sobie wsadzić w buty. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko karnie spłacać kredyt, którego efekty już są prawie niewidoczne. W niedalekich planach, mieliśmy jeszcze  remont elewacji, żeby budynek nie wyglądał jak obrazek z niszczonej wojną Czeczenii, tylko po co?!

Chyba mi mija zryw na obywatelskość, społecznictwo i pracę u podstaw...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (11) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Kość niezgody ;p

Wtorek, 00:37, 01/03/11, tagi:

Odpowiedzialność za zwierzę to kwestia istotna. Zwierzę chorujące tym większa…  Jeden z moich okazów domowej fauny, ma od tygodnia problemy gastryczne.  To eufemizm na zatrucie szczurzą trutką, którego objawy rozpoznał najlepszy weterynarz w Układzie Warszawskim (ten z Diamentowej).

Szprycuję kundla co kilka godzin zestawem leków w końskich dawkach, jak również na wyraźne polecenie lekarza – głodzę!

Głodówka jako taka, byłaby pewnie do przejścia, gdyby nie jej czas… 3 dni, biedny kundel nie miał niczego w „ustach”. Aż do dziś!

Podczas spaceru pies uznał, że dłużej tej sytuacji nie zdzierży!  Remedium na głód, okazał  się fragment zdechłego ptaszyska, który leżał w śniegu, jakby specjalnie  czekając…

O nie! Wredna małpo, leczona za kupę szmalu i to jeszcze na koniec miesiąca!!!

Rzuciłam się wyrywać padlinę z wnętrza ust buldoga, które to wnętrze nie przypomina bynajmniej ust Pankracego! ;p Buldog co raz pochwyci, tego łatwo nie wypuści, zatem przez krótką, ale jakże koszmarną chwilę, w szczękach psa znalazły się dwie zdobycze… ptak  oraz mój palec wskazujący,  w tym momencie równie zdechły co ten pierwszy…  Drugą, zdrową ręką wydarłam kundlowi z trzewii, co uznałam w nich za zbędne… Uff!

Na śniegu widać było czerwone ślady zaciekłej walki, którą nie bez ofiar w ludziach jednak wygrałam…  Przywiązałam psa do płotu i pognałam nabyć chusteczki jednorazowe, żeby owinąć masakrę na swojej lewicy. Wpadłam do sklepu,  i jakoś tak zrobiło mi się nagle… cudowne uczucie… Jak wpadłam, tak padłam… ale powstałam by dopiero pod płotem koło psa, siedząc na ziemi, dojść do siebie…

Nie należy jednak wyrywać kości z gardła psu po kilkudniowej głodówce!

Masakra, okazała się do przeżycia. Kolor paznokcia wskazuje, że już niedługo się nim nacieszę, ale rany bitewne wydają się goić poprawnie.

Najważniejsze, że wizyta na Diamentowej, nie poszła na marne. Nie darmo słuchałam niebanalnego dzwonka w komórce weterynarza, który to potworny dźwięk, okazał się nagranymi odgłosami gibbonów z oliwskiego ZOO… Przed deszczem na dodatek…  Drugi raz nie dałabym rady!

Jeszcze tylko nocna działka antybiotyków dla psa i przeciwbólowych dla mnie…

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia

Kość niezgody ;p

Kość niezgody...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (3) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

 

Strona 3 z 14

1234567...14

REKLAMA

REKLAMA