Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Sobota, 17/04/2021

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Profil użytkownika

oksytocyna

< div class ="naglowek_bloga">

Brak tytułu

 

Strona 2 z 5

12345

Boso, ale w ostrogach

Sobota, 00:20, 24/04/10, tagi:

Krążąc po Oruni i okolicach widziałam wielu pijaków w różnym stopniu upojenia. Mój sąsiad apogeum zalicza ok. 13:00. Inni panowie, których grupki mijam w drodze do pracy (ok. 7:30) sterczą (inaczej nazwać tego nie można) w okolicach Carolli (aktualnie Doner Kebab), nie wiem jednak, czy są właśnie po czy dopiero przed, stoją równie niepewnie.

Osobiście ujęła mnie postawa obywatelska jegomościa zataczającego się po wąskiej ulicy biegnącej przez Maćki, łączącej Starogardzką z Niepołomicką. Zataczał się on zwłaszcza poboczem, aby jednak pozostać samemu bezpiecznym i nie uprzykrzyć życia kierowcom, zataczał się w kamizelce odblaskowej. Cywilizacja...:)

Ale, ale, nie tylko w Oruni i okolicach zataczanie się odbywa: http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/8/c/Miedwiediew_upil_sie_3434211.jpg.

Zdjęcia

Boso, ale w ostrogach

Boso, ale w...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Superstycje

Piątek, 18:24, 23/04/10, tagi:

Przesądy działają zawsze, jak już zawiodła moralność i etyka, to na napędzanym strachem magicznym przesądzie zawsze można polegać. Najciekawsze, jak pięknie się on wpisuje w naszą, chrześcijaństwem tworzoną rzeczywistość.

Moja rodzicielka, wpajała mi słownie wartość uczęszczania do kościoła sama jednak niezbyt słowom swoim w czynie sprzyjała. Równie silnie przekonywała mnie do nieprzechodzenia pod rozkraką, co groziło nieznanym mi nieszczęściem. Się nie przechodzi i już. Nie można szyć na sobie, bo zaszyje się duszę (sic!), o ile ktoś ma... Moja cioteczna babka będąca różą różańcową różę paliła nad uchem, leczniczo. Ponadto kokardkę zawiązywała przy kołysce. Moja siostra absolutnie wierząca przywiozła mi z Turcji malusi talizmanek „oczko proroczka”, mi czasem zdarza się coś odpukać, bo wydaje mi się, że słowami stworzę nieprzychylną rzeczywistość.

Co w tych przesądach jest? Cos być musi, może jakieś energie niekorzystne się wydzielają pod rozkraką, może to, a może tamto, w każdym razie przesądnie przekonana jestem, że nie wynikają one znikąd, że nieracjonalna wiara w rzeczy nadprzyrodzone wynikać musi z doświadczeń generacyjnych, z przećwiczenia określonych kombinacji sytuacji. A potem to wszystko wpuszczone w aktualną, antyiluzyjną rzeczywistość...

 

http://www25.patrz.pl/u/f/43/71/70/437170.jpg

 

Zdjęcia

:)

:)

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (0)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

To wie się co się ma

Środa, 17:45, 21/04/10, tagi:

Czytam książkę „Tajne służby kapitalizmu”, rzecz o tym, jak reklama nas zniewala, że kupujemy nie wiedząc dlaczego akurat to i że zwolenników coca coli albo pepsi dzieli tylko napis na butelce (nie smak napoju). Nie ma w tej książce odkrywczych faktów (trochę o neuromarketingu może), które objawiają jedyną prawdę o świecie, ale jest parę ciekawostek. To, że panie domowe przekonane są o wyższości proszku vizir ponad innymi proszkami, mimo tego, że reklama z Chajzerem jest jedną z najbardziej znienawidzonych, a hasła typu „bielsze nie będzie”, „nieskazitelna biel” itp. to tylko hasła. Każda pani domowa, która jest matką, niezmiennie karmi dziecko swoje danonkiem, nawet, gdy prawie ją na danonki nie stać. Że ciuchy lepszych marek zakładamy w niedzielę. Że samochody sportowe pobudzają w męskich mózgach te same ośrodki, które odpowiedzialne są za podniecenie seksualne.

Zastanowiłam się nad własna moją spolegliwością reklamową i w myślach przebiegłam przez wszystkie moje własności. W vizirze nie piorę, bo mi się nie podoba kolorystyka opakowania. Do nowych ciuchów straciłam szacunek i tylko znikomy procent z nich darzę szczególnym sentymentem (nie da się już ich nosić). W lodówce... no cóż – Lidl jest tani. Może moje auto mi się chociaż kojarzy z luksusem? Hm, za parę miesięcy wpiszą je do rejestru zabytków.

Zdjęcia

da weiss man, was man hat...

da weiss man,...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (0)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Foto

Niedziela, 21:10, 18/04/10, tagi:

Rodzinnie uprawiam spacery inwestycyjne, wytaszczam rodzinę z domu i zaczynamy zwiedzać okoliczne budowy, taplając się w błocie, wykręcając kostki na muldach oraz prowadząc zakłady co w którym roku zostanie zabudowane i czym. Mój przemyślmy mąż zaproponował nawet, żebyśmy zrobili zdjęcie terenom, które teraz, w początkowej fazie rozwoju infrastruktury, kiedyś będą stanowiły doskonała pamiątkę rodzinną, która ukaże nas młodymi i pięknymi, a okolicę dziewiczą. Pomyślałam, że byłoby to zdjęcie równie wartościowe i sentymentalne dla mnie i moich potomków, co nieciekawe dla każdego innego oglądającego.

W albumie (jakąkolwiek formę teraz on przybiera) nie warto mieć zdjęć nudnych. W dobie aparatów cyfrowych trzeba mieć przynajmniej jedną serię z morzem w tle, jedną serię z egzotycznymi pejzażami (koniecznie piramidy i dosiadanie wielbłąda) oraz oczywiście z czymkolwiek, co może być uważane za architektoniczny symbol Londynu. Mam zdjęcie z którymś z londyńskich mostów, ale z moim własnym domem – to już nie. Uwiecznia się to, co niecodzienne i wyjątkowe, i tak pamięć zaczyna tylko takie obrazy pielęgnować. A z drugiej strony produkujemy niezliczoną liczbę zdjęć, stanowiących dokument naszych czasów, ale w liczbnie niemożliwej do strawienia dla przeciętnego śmiertelnika. Jestem tego świetnym przykładem. Pokazywałam znajomemu zdjęcia mojej córki zachowane w telefonie komórkowym, przerzucił 80 fotek i zrezygnował, kolejnych 160 oglądać już nie chciał...

Jedno z moich ulubionych zdjęć rodzinnych to to z moim ojcem, który opiera się o barierkę przy wejściu do domu. Nic poza tym na zdjęciu się nie dzieje. Jedno z moich ulubionych zdjęć dzielnicowych to to z tramwajem zawracającym na Gościnnej. Dla kogoś, kiedyś, te zwyczajne, codzienne zdjęcia były najnudniejszymi zdjęciami świata...

Zdjęcia

się uśmiechnij się

się uśmiechnij...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (0)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Procent historii w historii

Sobota, 17:50, 17/04/10, tagi:

Pewne rzeczy są niezmienne. Jakkolwiek by nie próbować przykładania do nich relatywizmu, one nijak nie dadzą się podejść. Taka choćby prognoza pogody. Niby najmniej przewidywalna (ja osobiście nie wierzę w PG), ale trwała sama w sobie. Ulewne deszcze, przejaśnienia, pogodne wyże... za nic sobie mają sprawy maluczkich (dowodem chmura pyłu, która przecież nie powinna zakłócać ważnych wydarzeń, a ona pcha się, właśnie tam, gdzie jej nie trzeba, zero szacunku dla planów człowieczych).

Jakkolwiek byśmy się nie starali historia trwa równie niezmiennie jak pogoda (pogody nie może nie być, jest zawsze – korzystna lub niekorzystna). Zaczynam pojmować to i owo i syntetyzować jedno z drugim, to, co wydawało mi się nielogiczne zaczyna się lekko klarować. Historia nie tylko jest niepełna, jest też przekłamywana w tym również wybielana, jednostronnie ukazuje jej aktorów i zawsze zręcznie zaspokaja aktualne potrzeby. Takie wnioski mnie napadły słuchając wieści z ostatnich, smutnych dni. I to również myśl, która towarzyszyła mi, gdy czyściłam nagrobek mojego dziadka.

Szantażem emocjonalnym moja babcia wymusiła na mnie polerowanie pomnika. Dałam się zmanipulować raz, więcej się to nie powtórzy. Pomnik pozostawiłam nieskazitelnym, aby każdy, kto obok przechodził będzie, widział ten błysk będący uosobieniem miłości rodzinnej (babcia mając nielicznych sąsiadów bardzo liczy się z ich mniemaniem o niej samej, należy się więc odpowiednio zaprezentować, choćby grobem własnego męża). To, czym jest nagrobek ma się często nijak do tego, czyje szczątki skrywa, bo razem z nimi skrywa wiele szczegółów, niuansów, faktów, bez których obraz nie tylko będzie niepełnym, ale i fałszywym.

Polerowaniu pomników i historii mówię stanowcze nie. Historia tak, ale jak najbliższa faktom (i tu otwieram puszkę Pandory, czym jest fakt? co i kto nim zawiaduje?)...

Moja ulubiona piosenka o historii: http://www.youtube.com/watch?v=TbYxEKCpm4w

 

Zdjęcia

procent jak żywy

procent jak...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (0)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

 

Strona 2 z 5

12345

REKLAMA

REKLAMA