To oni mają szansę reprezentować tę dzielnicę

Autor: p.olejarczyk, Data publikacji: 2011-04-26 14:45:00

Kto i dlaczego startuje do Rady Osiedla „Orunia-Św. Wojciech-Lipce”? Co kandydaci chcą zrobić dla dzielnicy? Jakie są ich mocne strony? Czy i czemu warto na nich głosować? Przedstawiamy pierwszych siedmiu mieszkańców, ubiegających się o mandat radnego.

8 maja to dzień wyborów do Rady Osiedla „Orunia-Św. Wojciech-Lipce”. Mieszkańcy dzielnicy będą mogli wybierać spośród 22 kandydatów. Przypomnijmy, do obsadzenia w radzie osiedla jest 15 miejsc.

Na portalu MojaOrunia.pl przedstawimy sylwetki wszystkich osób, które aspirują tutaj do roli radnego osiedla.

Potencjalnym radnym zadaliśmy kilka pytań. Mało kto chciałby jednak czytać artykuł, w którym prezentowane są 22 wywiady – postanowiliśmy więc podzielić materiał na trzy części. Dziś przedstawiamy pierwszych siedmiu kandydatów. Ich zdjęcia można znaleźć na oficjalnym portalu formującej się rady: www.radaosiedlaorunia.pl

Już wkrótce opublikujemy wywiady z pozostałymi mieszkańcami dzielnicy, którzy zdecydowali się wystartować do Rady Osiedla „Orunia-Św.Wojciech-Lipce”.

Pytania, które postawiliśmy wszystkim kandydatom.
1. Jakie są kompetencje rady osiedla? Co rada osiedla może zmienić w tej okolicy?
2. Czym chciał(a)by Pan/Pani zajmować się w przyszłej radzie? Jakie są Pana/Pani mocne strony, które mogą przydać się radzie osiedla?
3. Ile czasu jest Pan/Pani w stanie poświęcić przyszłej radzie osiedla?
4. Jakimi problemami Rada Osiedla „Orunia-Św. Wojciecha-Lipce” powinna zająć się w pierwszej kolejności?
5. Jak ma wyglądać komunikacja na linii: rada osiedla – mieszkańcy?
6. Jakie widzi Pan/Pani główne zagrożenia dla przyszłej rady osiedla i jak chce im Pan/Pani przeciwdziałać?
7. Jaką funkcję chce Pan/Pani pełnić w przyszłej radzie osiedla?
8. Dlaczego mieszkańcy mają zagłosować akurat na Pana/Panią?

Poniżej prezentujemy odpowiedzi kandydatów.

Paweł Patyk, 34 lata, inżynier mechanik, na Oruni mieszka od 1 maja 2006 roku, ulica Urocza

1. Na naszej dzielnicy jest dużo do zmiany. Myślę, że rada osiedla może zjednoczyć ludzi. Jak zbierałem podpisy pod własną kandydaturą, zauważyłem, że ludziom zależy na tej dzielnicy. Pukałem do mieszkań, przedstawiałem się, mówiłem co rada osiedla może zrobić. Nie oszukiwałem ludzi, że rada ma duże kompetencje. Ale ludzie mnie słuchali, zgłaszali swoje pomysły, cieszyli się, że ktoś chce o tym z nimi rozmawiać.
Rada osiedla, jako organ pomocniczy, może przedkładać wnioski do miejskiej rady. I myślę, że w ten sposób można załatwić więcej niż pojedyncza osoba.

2. Uważam, że bardzo ważnym jest, aby mobilizować ludzi. Mieszkańcy Oruni są świetni, trzeba ich tylko razem zgrać, oni naprawdę dużo potrafią.

3. Podejrzewam, że kilka godzin w ciągu tygodnia.

4. Rada musi naciskać na urzędników w kwestii rewitalizacji naszej dzielnicy. Mieszkańcy Oruni są zdołowani samym widokiem okolicy. To się musi zmienić. Drugą dla mnie ważną sprawą jest mobilizacja naszych seniorów. O nich nie można zapominać. Orunia to albo młodzi ludzie, którzy nie mają czasu, albo właśnie starsze osoby. A ci ostatni, jak zauważyłem, czasem jakoś tak zanikają. Trzeba ich, powiem brzydko, zagospodarować.

5. Radni muszą rozmawiać z ludźmi. Muszą ich słuchać. Jak zbierałem podpisy, każdy „na dzień dobry” dawał mi setki rad, setki pomysłów. Niektóre z nich były dziwne, ale niektóre z nich były bardzo mądre. Ludzie, jak widzą osobę, która chce coś robić, nie mają z tym problemu. Są przychylnie nastawieni.

6. Obawiam się, że po początkowym entuzjazmie, może przyjść taki marazm. Dlatego cały czas trzeba sobie nawzajem dodawać otuchy. Pamiętam jak zbierałem podpisy za radą w ogóle – też na początku byłem pełen entuzjazmu. A później, kiedy w ciągu paru godzin udało mi się zebrać zaledwie kilka podpisów, patrzyłem już na wszystko inaczej. „Kurczę, to się chyba nie uda” – myślałem. Ale przychodziłem do Domu Sąsiedzkiego, spotykałem się z członkami grupy inicjatywnej. Optymizm wracał, wspieraliśmy się nawzajem.

7. Nie zastanawiałem się. Ale na pewno nie będzie to funkcja w ramach zarządu. Nie mam tyle czasu. Potrafię, umiem i lubię siedzieć nad dokumentami. Myślę, że w tym mógłbym się tutaj sprawdzić.

8. Dlatego, że na Oruni mi się dobrze mieszka. I lubię ludzi. Jestem otwarty. Uważam, że Orunia to przede wszystkim ludzie. A ludzie są świetni, tylko trzeba ich trochę rozruszać.

Bartłomiej Niziołek, 21 lat, informatyk, na Oruni mieszka od urodzenia, ulica Diamentowa
1. Rada osiedla na pewno będzie musiała dawać dużo najróżniejszych propozycji. Będzie musiała również zabiegać o wsparcie miejskich radnych. Sama rada osiedla nie ma zbyt dużych kompetencji wykonawczych. Natomiast wszystkie swoje uwagi może wysyłać do Rady Miasta Gdańska.

2. Moją mocną stroną jest to, że jestem nieugięty w pewnych sytuacjach. Oczywiście zawsze można dojść do jakiegoś kompromisu, ale na kompromis muszą się zgodzić dwie strony. A czym chciałbym się zająć w radzie? Chciałbym popracować nad tym, aby na Oruni było bezpieczniej. Zamierzam powalczyć o monitoring. Interesują mnie również sprawy sportowe – jestem młody, sam trenuję piłkę nożną.

3. W ciągu tygodnia może to być praktycznie każde popołudnie.

4. Na pewno bezpieczeństwo. Druga sprawa to: integracja mieszkańców. I zadbanie o czystość osiedla.

5. Na pewno nie można bawić w takie rzeczy, jak np. składanie podań przez mieszkańców o wizytę z jakimś radnym. Papierkowe, biurokratyczne kwestie należy ograniczyć do minimum. Kontakt musi być bezpośredni, ludzie powinni podchodzić do nas na ulicy.
Uważam, że powinny odbywać się spotkania z radnymi. Nie można też zapominać o Internecie, kontakcie mailowym. Jeżeli zostanę wybrany, jestem w stanie udostępnić mieszkańcom swój prywatny numer telefonu.

6. Czasami się tak zdarza, że radni, którzy zostali wybrani, później przestają działać. Tak się dzieje w innych radach, nie tylko w Gdańsku. Na pewno jest to zagrożenie. Myślę, że po wyborach trzeba będzie twardo postawić tę sprawę. Uważam, że chociaż raz na jakiś czas trzeba się spotykać w pełnym gronie.

7. Patrząc na to jak działają inne rady osiedli w Gdańsku, ale też tam gdzie jest to bardziej rozwinięte – tak jak np. w Warszawie, chciałbym aby w naszej radzie zostały stworzone konkretne funkcje. Ja widziałbym się w sekcji organizacyjno-sportowej. Natomiast jeżeli chodzi o prezydium rady, to jest to uwarunkowane tym, ile zdobędę głosów w majowych wyborach. To bardzo ważna kwestia: kogo mieszkańcy najbardziej poprą w wyborach.

8. Uważam, że jestem osobą młodą, która posiada już pewne doświadczenie, jeżeli chodzi o Orunię. Mieszkam tu od urodzenia, znam potrzeby tej dzielnicy. Znam potrzeby młodych ludzi, z którymi na co dzień przebywam.


Justyna Thielmann, 32 lata, technik technolog żywności, w Św. Wojciechu mieszka od urodzenia, ulica Batalionów Chłopskich

1. Rada mogłaby pomóc mieszkańcom dotrzeć do tych spraw, do których samemu trudno dotrzeć. Rada może łatwiej komunikować się z miejskim urzędem w tak ważnych dla ludzi kwestiach jak: drogi, przedszkola, szkoły.

2. Nie boję się zabierać głosu, nie boję się chodzić do urzędów. W tej chwili, w imieniu  mieszkańców Św. Wojciecha piszę pisma do zarządów melioracji. W radzie osiedla chcę pomagać ludziom.

3. Mógłby to być dzień w ciągu tygodnia.

4. Na pewno droga dzieci do szkoły, czyli ulica Stroma. Nie ma tu chodnika, droga jest na 1,5 metra szeroka, jeżdżą ciężarówki, skarpy po dwóch stronach, nie ma żadnego przejścia. Druga kwestia: dzieci w Św. Wojciechu nie mają porządnego boiska. Nie mamy też śmietników, placu zabaw, domu kultury, nawet małego pokoiku, w którym mieszkańcy mogliby się spotykać.

5. Komunikacja? Na pewno Internet – to jest podstawa. Ludzie, którzy zainicjowali początek tego wszystkiego (grupa inicjatywna – przyp. red.), są zgrani, więc będzie dobrze.

6. Zawsze się znajdzie osoba, która początkowo chce coś zmienić, a później coś się nie udaje i taka osoba się wycofuje i poddaje. Często robi to pod presją nacisku mieszkańców, którzy zawiedzeni pytają: przecież obietnice były inne, dlaczego tak to wygląda? Ale nie unikniemy tego, tak jest w wyborach na całym świecie.

7. To już zależy od samej rady osiedla. Zobaczymy po wyborach.

8. Bo jestem jedyną kandydatką ze Św. Wojciecha i będę walczyła o swoją dzielnicę. Tam się urodziłam, mam dwójkę dzieci, które będą tam mieszkały. I chce pomóc tej dzielnicy.

Maciej Kochanowski, 23 lata, student, na Oruni mieszka od urodzenia, ulica Związkowa


1. Kompetencje są zbyt niskie. Rada może wydawać opinie instytucjom, które są odpowiedzialne za poszczególne elementy życia oruniaków. Przy współpracy z radnymi miasta, rada osiedla może dbać o interesy mieszkańców Oruni.

2. Jestem w stanie dużo pracować i mogę poświęcić sporo swojego czasu.  Nie mam jeszcze wysokich kwalifikacji w żadnej dziedzinie. Mogę pochwalić się tym, że mieszkam na Oruni od urodzenia i znam ją bardzo dobrze.

3. Dla mieszkańców osiedla i dla innych członków rady mogę być dostępny nawet codziennie.

4. Są różne spojrzenia. Podczas działania grupy inicjatywnej omawialiśmy już główne problemy naszej dzielnicy. Wtedy podzieliliśmy pracę na tzw. podstoliki. Każdy z nich zajmował się czymś innym. Mamy już skonkretyzowane pewne miejsca na Oruni, jeżeli chodzi o remonty dróg czy chodników. Jako grupa inicjatywna możemy także pochwalić się minimalnymi sukcesami. Z tego co pamiętam, dzięki naszym pismom udało się doprowadzić do tego, że ustawiono znak drogowy przy przedszkolu na Żuławskiej. Może to małe dokonanie, ale zawsze.
Uważam, że po wyborach należy raz jeszcze zrobić podsumowanie wszystkich problemów dzielnicy. I tym się kierować. Wydaję mi się, że w pierwszej kolejności wyjdą sprawy dotyczące infrastruktury.

5. Powinny odbywać się regularne dyżury radnych, tak aby mieszkańcy mogliby się z nami kontaktować. Ważna jest również strona internetowa rady osiedla: www.radaosiedlaorunia.pl

6. Ludzie, którzy zasiadali już w gdańskich radach, mówili nam na spotkaniach wprost:  po wyborach zmniejsza się liczba osób, które chcą angażować się w pracę rady. Tego się trochę obawiam, że tak samo może być i w przypadku naszej jednostki. Ale widzę jednak, że jest tutaj grupa mniej więcej 20 osób, które ze sobą współpracują i myślę, że będą współpracowały nadal. Jest tu taki towarzysko-społeczny czynnik, rada osiedla jest sama w sobie miejscem integracji lokalnej.

7. Nie zastanawiałem się nad tym. Ale mogę podjąć się każdej funkcji, która będzie mi oferowana. Chciałem zaznaczyć, że na początku nie chciałem kandydować do rady osiedla. Na jednym ze spotkań, gdzie miały wyłaniać się osoby, które chciały kandydować, zostałem wywołany przez część tłumu i dlatego się zgodziłem. Później oczywiście moja decyzja dojrzała. Teraz jestem już całkowicie przekonany do tej inicjatywy.

8. Przede wszystkim mogę zaoferować swoją pracę w każdy dzień tygodnia. Nie miałbym też problemu, aby podać publicznie swój numer telefonu. I z każdą sprawą można by się do mnie kierować. Nie gwarantuję oczywiście, że każdy problem zostanie rozwiązany. Organizowałem działalność grupy inicjatywnej prawie od początku jej istnienia. Funkcjonowanie rady osiedla poznałem od strony teoretycznej bardzo dobrze. Teraz chciałbym się sprawdzić w praktyce.

Karolina Daszkiewicz, 26 lat, inżynier szacowania nieruchomości, na Oruni mieszka od urodzenia, ulica Głucha (wcześniej ulica Żuławska)
1. Dla mnie najważniejsza jest rewitalizacja, ale bardziej skupiłabym się na jej aspekcie społecznym. A nie na kwestiach technicznych, które widać gołym okiem. Rada osiedla to dla mnie właśnie taka lokalna samopomoc.

2. Studiowałam gospodarkę przestrzenną, dlatego temat rewitalizacji jest dla mnie ważny. Moją mocną stroną jest to, że jestem otwarta na ludzi. A skoro tak mówimy o lokalnej polityce, to mogę się pochwalić tym, że mój dziadek był przez 15 lat sołtysem na Oruni.

3. Zależy ile będzie potrzeba. Nie stanowi dla mnie problemu, aby raz czy dwa w ciągu tygodnia spotkać się z ludźmi.

4. Pierwsza sprawa: czystość naszej dzielnicy. Rada osiedla mogłaby m.in. wyjść z inicjatywą sprzątania Oruni, coś na kształt akcji: „Sprzątanie Ziemi”. Oprócz tego ważne dla mnie są kwestie bezpieczeństwa i utrzymania zieleni.

5. Debaty, sesje, dyżury są ważne. Ale najfajniejszym sposobem byłyby takie „spotkania pozalekcyjne”, to znaczy  takie mniej oficjalne. Dla przykładu, radni mogliby organizować jakieś wyjścia do parku. W takich miejscach ludzie są bardziej otwarci, łatwiej mówią o swoich problemach.

6. Czasem zagrożeniem mogą być niektórzy mieszkańcy. Ludzie niekiedy są nastawieni sceptycznie, padają negatywne głosy. Aby temu przeciwdziałać, rada osiedla musi organizować spotkania integracyjne z mieszkańcami.

7. Funkcja? Szeregowy członek rady osiedla, nie osoba w zarządzie.

8. Dlatego, że jestem otwartą na ludzi osobą.

Roman Itrich, 46 lat, dziennikarz, politolog, na Oruni mieszka od 22 lat, ulica Rejtana


1. Kompetencje rady nie są za wielkie. Ale my możemy zrobić tutaj tzw. zalążek. Od czegoś zmiany trzeba zacząć. Możemy nadzorować pewne kwestie, możemy patrzeć co robi miasto, możemy monitować i naciskać na urzędników. Rada osiedla jest bardzo potrzebna na tej dzielnicy.

2. Jestem do dyspozycji rady osiedla. Będę pełnił taką funkcję, jaka zostanie mi wskazana. Moje silne strony? Mam mocny charakter. Dzięki temu mogę wiele załatwić i wiele spraw „wychodzić”.

3. Każdy swój wolny czas.

4. Pierwsza i podstawowa sprawa: oruńska Starówka. Musimy pilnować tego, aby rewitalizacja, która zaczyna się od momentu remontu naszej kuźni (przy ulicy Gościnnej – przyp. red), nie skończyła się tylko na tej jednej inwestycji. Musimy robić wszystko, aby rewitalizacja trwała dalej.  Trzeba pomagać miastu, urzędnikom działu rewitalizacji należy wskazywać miejsca na Oruni, które wymagają polepszenia, remontu.
Druga kwestia: integracja ludzi. U mieszkańców trzeba wzbudzić poczucie przynależności do tej dzielnicy. Ludzie muszą inaczej spojrzeć na tę kwestię, to bardzo, bardzo ważne. Mieszkańcy powinni myśleć na zasadzie: jesteśmy oruniakami, nie jesteśmy gorsi, przeciwnie, żyjemy w dzielnicy, która ma bogatą historię.

5. Proponowałbym spotkania i oczywiście dyżury. Fajnie, że mamy oruński Dom Sąsiedzki, gdzie się można spotkać i pogadać. Radni osiedla mogą tu się umawiać z ludźmi na spotkania. I nie musi to być jakiś oficjalny dyżur, po prostu spotkanie przy kawie i ciastku. Każdy wtedy mógłby przyjść, podejść do radnego, zadać pytanie i co ważne uzyskać odpowiedź i niezbędną pomoc.

6. My, członkowie grupy inicjatywnej już się znamy. Wiemy jacy jesteśmy. Ale ludzie na Oruni będą nas w większości przypadków poznawać dopiero na listach wyborczych. Mieszkańcy wybiorą nazwiska, które najbardziej będą im pasowały. Uważam, że potrzebny jest taki twardy człon rady osiedla, który będzie to wszystko trzymał w kupie i nadawał rozpędu całej inicjatywie.

7. Chciałbym pracować w radzie, dla mnie funkcja nie ma znaczenia.

8. Bo mam pomysł. Bo mam czas. Bo mam chęci.

Jolanta Sosnowska-Lems, 54 lata, technik budowlany, na Oruni mieszka od urodzenia, ulica Grabowa (wcześniej na Gościnnej i Ptasiej).

1. Człowiek nie jest w stanie załatwić w urzędzie czy miejskiej radzie tego, co jest w stanie załatwić rada osiedla. Jest po prostu łatwiej, kiedy więcej osób walczy o pewne sprawy. 

2. Moje mocne strony: byłam administratorem, pracowałam w romie-7 (teraz jest to bom-4). Pracowałam w firmie sprzątającej, obsługiwałam te wszystkie wspólnoty na Oruni, czyli sprawy porządków też znam. Jestem komunikatywna, znam ludzi i mam siłę przebicia.
Mieszkam na Grabowej, ale interesuję mnie cała Orunia.

3. Jestem w tej chwili sama, dzieci mam dorosłe, mam więc sporo czasu.

4. Porządki na Oruni. Trzeba zobligować firmy, które wygrały przetarg i mają sprzątać naszą Orunię, do tego aby wywiązywały się ze swoich obowiązków. Teraz jest tak, że one nic nie robią, biorę pieniądze za nic. Musimy tej kwestii przypilnować.
Radni powinni pomyśleć też, gdzie na Oruni potrzeba więcej placów zabaw. Osobiście uważam, że przydałyby się one „za torami”. Trzecia sprawa: musimy powalczyć o Biedronkę na Oruni. Tu często ludzie nie mają pieniędzy, a muszą płacić drożej, bo nie ma marketów. A na osiedlach gdzie ludzie mają pieniądze, są Biedronki, Lidle. I jest przez to taniej.

5. Trzeba robić spotkania z mieszkańcami. I trzeba je nagłaśniać, więcej osób musi wiedzieć o radzie osiedla. Na bramce oruńskiego Domu Sąsiedzkiego mogłaby wisieć spora tablica informacyjna.

6. Zagrożenie jest takie, że mieszkańcy nie będą ufali radzie i nie będą przychodzili na spotkania. Co wtedy? Radni muszą wyjść do mieszkańców. Ale nie oficjalnie. Jak człowiek mieszka na Oruni, to zna ludzi. I taki radny może nawet w sklepie z ludźmi „zagadać”.
7. Na pewno nie chcę być przewodniczącą, ani zastępcą. Chociażby dlatego, że ja przyszłam późno, a tu grupa inicjatywna już dobrze działała. Przyszłam, zobaczyłam jak to wszystko sprawnie funkcjonuje i musiałam się w to włączyć, nie mogłam inaczej!

8. Dlatego że, znam Orunię, znam jej problemy. I bardzo lubię tę dzielnicę