Gdańsk ma problem z informacją, ale...

Autor: p.olejarczyk, Data publikacji: 2012-02-13 09:54:00

„Dzięki tym zmianom, gdańszczanie będą lepiej orientować się na co idą ich pieniądze z podatków. A także będą mogli skuteczniej kontrolować swoich przedstawicieli” – mówi nam Dariusz Słodkowski, radny Platformy Obywatelskiej z „oruńskiego” okręgu wyborczego. I przedstawia złożone niedawno do prezydenta Gdańska propozycje ulepszenia dostępu do informacji publicznej.

Ilu wyborców wie, który z radnych i w jaki sposób zabiegał o rewaloryzację Parku Oruńskiego? Kto z mieszkańców potrafi powiedzieć, jak poszczególni radni głosowali nad oruńskimi punktami do Wieloletniego Planu Inwestycyjnego? I wreszcie, kto jest w stanie powiedzieć cokolwiek na temat miejskich przetargów sprzed dwóch, trzech i pięciu lat? Co, komu, na jakich warunkach i za ile zostało sprzedane lub użyczone?

W Gdańsku nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania. Tymczasem, jak przekonuje Dariusz Słodkowski, radny PO, w innych miastach Polski uzyskanie analogicznych informacji nie nasuwa właściwie żadnych problemów. Między innymi dlatego radny złożył w zeszły piątek (10 II) do prezydenta Adamowicza interpelację, w której przedstawia konkretne propozycje zmian. Znajdziemy w nich m.in. postulaty udostępnienia w Internecie wyników głosowania radnych nad uchwałami, a także konieczność prezentacji interpelacji i zapytań radnych. Zmiany mają dotrzeć też na stronę gdansk.pl – wyszukiwarka aktów prawnych ma działać na poprawionych zasadach. Co jeszcze powinno się zmienić? Na to pytanie i wiele innych odpowiada Dariusz Słodkowski, radny PO i autor projektu.

Co przeciętnemu Kowalskiemu dadzą Pana propozycje, oczywiście przy założeniu, że wejdą one w życie?
Przeciętnemu Kowalskiemu dadzą one większy dostęp do informacji publicznej. Dzięki zmianom, które proponuję, gdańszczanie będą się lepiej orientować, na co idą pieniądze z ich podatków. Będą też mieli lepszy dostęp do informacji na temat pracy swoich przedstawicieli, na których głosowali podczas wyborów.

Teraz nie mają takiej możliwości kontroli?

Dzisiaj ten dostęp, jeżeli chodzi o informacje na temat pracy radnych miasta, jest trudny. Tak naprawdę wszystko opiera się raczej na serwisach społecznościowych, indywidualnych kontaktach radnego z mediami i lokalną społecznością. Tymczasem, na przykład publikowanie informacji o głosowaniach radnych umożliwi lokalnej społeczności lepszy przegląd sytuacji. Zawsze będzie można zapytać radnego, dlaczego Pan głosował za tym, albo dlaczego przeciwko takiemu rozwiązaniu.

Która z proponowanych przez Pana zmian jest najistotniejsza?

Dwie sprawy uważam za kluczowe. Po pierwsze, temat zamówień publicznych. Chodzi o stworzenie przejrzystego archiwum, dzięki któremu będzie można prześledzić ileś lat wstecz, jak publiczne pieniądze są wydatkowane. Obecnie na stronie gdansk.pl nie można przejrzeć sobie szczegółów zamówienia publicznego, dajmy na to, sprzed dwóch lat. Takie informacje można znaleźć, ale na płatnych serwisach komercyjnych. Druga sprawa to wykaz interpelacji i zapytań radnych miasta. Jak przeprowadzałem stosowny research, to odkryłem, że13 na 18 miast wojewódzkich zdążyło już takie rozwiązanie wprowadzić.

No właśnie, jak z tym dostępem do informacji wygląda w innych miastach? Gdańsk rzeczywiście tak odstaje od reszty?

W Gdańsku nie wygląda to za dobrze. Niektóre z proponowanych przeze mnie rozwiązań w innych miastach funkcjonują już od 12-13 lat. Poznań mógłbym tu postawić za wzór. Pracuje tam znakomity specjalista, który koordynuje całym miejskim projektem informatycznym, pan Wojciech Pelc. Ale jest i Warszawa, Kraków. Gdańsk może i powinien korzystać z ich doświadczeń. W swojej interpelacji, którą skierowałem do prezydenta Adamowicza, podaję miasta i wdrożone w nich rozwiązania.

Czemu w Gdańsku wygląda to tak kiepsko?

Nie chcę i nie przypisuję nikomu złych intencji. Po prostu pewne decydujące grupy osób nie zdają sobie sprawy z ewolucji potrzeb społecznych. Mówiąc prościej, świat poszedł do przodu, nie można stać z boku i się temu przyglądać, trzeba się zmieniać.

To kto nie chce tych zmian?

Nie potrafię tego powiedzieć.

Prezydent Adamowicz?

Ależ ja w swojej interpelacji powołuję się na pewne tezy prezydenta Adamowicza. W swoim programie wyborczym, w części „Gdańsk obywatelski” wykazuje on, że bez takich jawnych procedur tworzenie społeczeństwa obywatelskiego jest bardzo trudne.

To czemu prezydent Adamowicz nie wprowadził tych zmian wcześniej?

Może przygotowuje swój pakiet? I są w nim jeszcze dalej idące zmiany? Tego nie wiem.

A czemu pod Pana propozycjami podpisało się tylko 12 radnych Platformy Obywatelskiej? Czemu nie cała gdańska PO?
Akurat te osoby znam lepiej. Z nimi częściej dyskutuję. Siła podpisu 12 radnych pokazuje, że nie jest to widzi mi się jednej osoby, ale autentyczna potrzeba wielu ludzi.

Nie lepiej byłoby, gdyby pod tym ważnym pakietem podpisała się cała gdańska PO?

Gdyby tak się stało, to byłaby propozycja klubu. Niekoniecznie mi na tym zależało.

A nie jest tak, że w gdańskiej Platformie mamy konkretny podział i że takie interpelacje są nie po myśli prezydenta Adamowicza i związanych z nim radnych?

Nie ma żadnego podziału. Ale wiem, że to wdzięczny temat dla mediów. Dziś czytałem w jednej z gazet, że jest bunt radnych Platformy w sprawie podwyżek biletów. Nie, to jest po prostu dyskusja. Czy radni mają tylko przychodzić na sesje i podnosić rękę „za lub przeciw”, bez żadnych swoich propozycji, bez żadnych pytań?

Co jeszcze trzeba poprawić w Gdańsku, jeżeli chodzi o dostęp do informacji? Szykuje Pan kolejny pakiet zmian? Ma Pan w planie kolejne interpelacje do prezydenta?

Z pewnością propozycje, o których dzisiaj mówimy, nie wyczerpują tego tematu. Konieczne są kolejne ulepszenia. A odpowiadając na Pana pytanie, tak, mam w planie. Ale nie chciałbym wystrzelać teraz całej amunicji. Mogę zdradzić tylko, że chodzi mi po głowie zupełnie inny niż obecnie sposób prezentacji informacji o radach jednostek pomocniczych.

A wracając do obecnie proponowanych przez Pana zmian, liczył Pan ich koszt?
Taki koszt oczywiście zawsze będzie. Niemniej jednak, demokracja po prostu kosztuje. A brak demokracji kosztuje jeszcze więcej.

Kiedy Pana propozycje wejdą w życie?

Nikt nie spodziewa się, że zmiany wejdą w życie za kilka dni, czy za tydzień. To może być kwestia nawet kilku miesięcy. Wymaga to przecież pracy, którą trzeba wykonać. Ale jestem dobrej myśli i liczę, że moje propozycje spotkają się z pozytywnym odzewem. Czekam na odpowiedź prezydenta. Z pewnością dojdzie do kilku spotkań, na którym wspólnie, radni, prezydent, miejscy specjaliści, będziemy dyskutować nad projektem. Być może urzędnicy wskażą inne, jeszcze lepsze rozwiązania. Nie upieram się przy moich pomysłach, jestem otwarty na wszelkie uwagi i poprawki. Moja interpelacja pokazała kierunki zmian. A jak to zostanie wykonane ostatecznie, zobaczymy. Ale zmiany są po prostu konieczne.