Natalia i Samotnicy

Autor: oksytocyna, Data publikacji: 2010-03-22 23:37:35

Gromadzenie to jakieś moje cholerne przekleństwo. Już trochę się z tej przypadłości wyleczyłam zwracając moje oczka i serduszko ku bardziej istotnym wymiarom życia, jednakże... jak człowiek czasem nie sięgnie po coś nowego, chcąc to mieć, to jakby nie był sobą.

Nathalie And The Loners „Go dare” to debiutancki prezent na gwiazdkę dla samej siebie (takie podarki są zawsze trafione i nigdy nie wydają się zbyt portfelożerne). Zachęcający głos, tęskne pianino, objawienie obok Kulki i Peszek, dla fanów PJ Harvey i Tori Amos... Do tego intrygująca okładka... tyle wiem, ponieważ płyta, raz zgromadzona do kolekcji, już przeze mnie posiądnięta, nie została rozpakowana, a ja głupia po dziś dzień nie uraczyłam się jej zawartością.

„By być choć trochę miłym ściskam córkę z całej siły” tak mi napisał ojciec w pamiętniku, tak i ja by być choć trochę miłą napiszę, co mi się kojarzy z okładką płyty. Kolski, ale czy to „Historia kina w Popielawach” to nie dam sobie ręki uciąć. Główna rola żeńska to oczywiście Bożenka. Mieszka na wsi, a spragniona jest rzeczy wielkich w tym wielkiej miłości. Z tej też okazji ma ona niezobowiązujące podejście do spraw intymnych. Do wioski przyjeżdża jakiś wąsaty ktoś, zasiadający dumnie w aucie pokroju Nysa. Zatrzymuje się na jedną noc, wieczorem poznaje Bożenkę, idą do stodoły skonsumować tę znajomość. Po wszystkim Bożenka wciągając na nogi potargane rajstopy pyta wąsacza:

- A pojedziemy gdzieś razem?

Wąsacz na to zgodnie przygryzając słomkę w gębie:

- Pojedziemy.

B: - A weźmiesz mnie do miasta?

W: - Wezmę.

B: - A będziemy szczęśliwi?

W: - Będziemy?

B: - A płakać będziemy?

W: - Nie, płakać nie będziemy.

Bożenka po chwili: - To ja pierdolę taką miłość.

Opuszcza spódnicę i wychodzi w mrok.

 

 

Dialog został przeze mnie sparafrazowany, co nie ujmuje mu głębi zamierzonego przekazu.

Czas sięgnąć po płytę z muzyką...