- Cały czas dzwonię do administracji, do BOM-u. Czasem puszczają mi już nerwy. Raz nakrzyczałam na panią. Bo mówię, ja nie mam już prawie miesiąc wody u siebie. Jak ja mam tak żyć? Jak mam normalnie funkcjonować? - denerwuje się pani Jolanta z Traktu św. Wojciecha 235.
Woda pojawia się tylko przy dwóch okazjach
72-latka zaprasza nas do swojego mieszkania na piętrze, do którego prowadzą strome schody. Nawet młode osoby muszą tu uważać, by nie złamać karku. A co dopiero starsza, schorowana osoba. Pani Jolanta mówi, że ma chory kręgosłup i jakiś czas temu miała robioną operację zaćmy.
- W tę niedzielę miną cztery tygodnie, jak nie mam wody w mieszkaniu - wzdycha.
72-latka mówi, że urzędnicy awarii nie usuwają. - U sąsiadów woda jest. Ja jej nie mam - zaznacza.
Od miesiąca woda w mieszkaniu pani Jolanty pojawia się przy dwóch okazjach. Raz, gdy zacznie przeciekać dziurawy dach. - Woda leci mi na piecyk i kuchenkę, a kuchenkę mam na prąd - opowiada nasza rozmówczyni.
Dwa, gdy miasto dowozi oruniance baniaki z wodą. Z relacji 72-latki wynika, że z nie zawsze te ciężkie baniaki panowie z administracji zanoszą na piętro.
Schorowana seniorka musi nosić ciężkie baniaki z wodą
- Zdarzyło się, że panowie zostawili je na parterze. Musiałam je sama wnosić na piętro - wzdycha orunianka. Ale nawet gdy administracja zaniesie baniaki pod drzwi orunianki, i tak jest problem. - One są bardzo ciężkie. Cały czas muszę je nosić - skarży się nasza rozmówczyni.
O sytuację na Trakcie św. Wojciecha 235 zapytaliśmy miasto.
- Zgłoszenie dotyczące awarii w budynku otrzymaliśmy 2 lutego - przyznaje w rozmowie z portalem MojaOrunia Tomasz Sandak, rzecznik Gdańskich Nieruchomości. To właśnie ta miejska jednostka odpowiada za budynki komunalne w Gdańsku.
Urzędnicy: nie możemy wejść do mieszkania obok
Jak to możliwe, że przez blisko miesiąc nie udało usunąć się awarii? - Podjęliśmy próbę przywrócenia wody. Niestety w związku z nieobecnością lokatora sąsiadującego mieszkania sprawa jest utrudniona z uwagi na brak pełnego dostępu do instalacji - odpowiada nam Sandak.
W mieszkaniu naprzeciwko pani Jolanty faktycznie nikt nie mieszka.
Co dalej? Czy miasto jest tu bezsilne i pani Jolanta przez kolejne tygodnie będzie dostawać tylko baniaki z wodą?
- Aktualnie nasi pracownicy działają na miejscu w celu niezwłocznego usunięcia awarii i przywrócenia wody - kwituje Sandak.
Pani Jolanta traci już powoli nadzieję. - Ten dom nadaje się do zburzenia. Nie da się już tu mieszkać. Tu, jak jeżdżą tiry, to wszystko się trzęsie - kwituje.





























