— "Orunia 4ever" to film, który pokazuje wielką historię z perspektywy ułańskiej fantazji mieszkańców Oruni — uśmiecha się Elżbieta Benkowska.
Ta utalentowana reżyserka z Oruni ma na swoim koncie już kilka nagród, m.in. za swój krótkometrażowy film historyczny "Siła Oporu" i za scenariusz właśnie do "Orunia 4ever".
Kasa na oruński film. Dobra i zła wiadomość
O filmie "Orunia 4ever" (w wolnym tłumaczeniu: "Orunia na zawsze") pisaliśmy kilkukrotnie. W planach jest, by film ten trafił do kin.
— O czym jest ten film? Powiem ci trochę po prawilnemu. O Sebie i Bogusiu, dwóch młodych chłopakach, którzy marzą o sławie, pieniądzach i pięknych kobietach. By zrealizować te marzenia, zakładają piracką telewizję, która scala oruńską społeczność. Cała ta sytuacja wystawia jednak ich przyjaźń na próbę. Akcja dzieje się w 1989 roku. W tle mamy więc ważne wydarzenia historyczne. Wybory 4 czerwca, upadek komunizmu, ale i wielki wybuch kapitalizmu — tak pod koniec 2024 r. portalowi MojaOrunia opowiadała o nim Benkowska.
Reżyserka mówiła wtedy, że liczy na dofinansowanie filmu przez Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF).
Jak wygląda sytuacja na początku 2026 r.? Czy udało się pozyskać pieniądze na realizację filmu?
Jest dobra i zła wiadomość.
Ta pierwsza brzmi następująco: W 2025 r. PISF przyznał 2,5 mln zł dofinansowania na film "Orunia 4ever".
Ta druga: Budżet "Orunia 4ver" oszacowano na 10 mln zł.
Reżyserka mówi, co ile kosztuje
Brakuje więc jeszcze ponad 7 mln zł. — Tych pieniędzy musimy szukać na rynku. Nie jest to łatwe, bo mówimy tutaj o debiucie i kinie historycznym. W czasie pandemii koszty produkcji wzrosły drastycznie — komentuje Benkowska.
Orunianka podkreśla, że nie jest osamotniona w szukaniu funduszy na swój film. Do pomocy ma m.in. producentkę Ingę Kruk. — To bardzo doświadczona i utalentowana producentka, znana m.in. z pracy nad takimi produkcjami jak "Zamach na Papieża" czy "Seks dla Opornych" — mówi.
— Film na pewno powstanie. Ja się nigdy nie poddam. Udowodniłam to przez lata, starając się o mój film. Proszę wszystkich o trzymanie kciuków — dodaje.
Scenariusz "Orunia 4ever" może kojarzyć się z fenomenem prawdziwej pirackiej telewizji Sky Orunia. Benkowska podkreśla, że jest to "luźna inspiracja".
Film opowiada jednak o przełomie lat 80 i 90. Potrzeba więc odpowiednich rekwizytów: samochodów i autobusów z tamtej epoki, czy kostiumów.
Żywa świnia na targu i milicja w kadrze
— 10 mln zł to bardzo dużo pieniędzy. Co tyle kosztuje? Ten film to wieloletnie przedsięwzięcie. Będą nad nim pracować setki osób. Mamy więc wynagrodzenie, ale i hotele, bo wielu specjalistów jest z Warszawy — tłumaczy nasza rozmówczyni.
— To jest film historyczny. Pokazuje polskie realia lat 90. Wszystko, co będzie w kadrze, musi pasować do tamtych czasów. Jeżeli ktoś przejedzie na rowerze, a w tle będzie targ, to ten targ musi wyglądać odpowiednio. W latach 90. na rynkach można było jeszcze znaleźć na przykład żywą świnię. To wszystko musi do siebie pasować i musi być spójne — uśmiecha się Benkowska.
W filmie będzie też duża scena demonstracji. W kadrze znajdą się protestujący przeciwko ówczesnej władzy, ale i milicjanci. — Im szersze ujęcie, tym więcej sił trzeba zaadoptować, by wszystko pasowało do lat 90. Nie wyobrażam sobie, by pokazywać Orunię przez ciasne kadry — zaznacza Benkowska.
— Musimy dbać o każdy szczegół. Nawet nawierzchnia musi być odpowiednia. Dużo kosztuje przygotowanie takich lokacji, ale też np. blokowanie ruchu na potrzeby jakieś sceny — zwraca uwagę.
W tych miejscach na Oruni będą kręcone sceny
— Wielu mieszkańców Oruni powie, "no ale, w niektórych miejscach u nas nic się nie zmieniło od lat 90.". Mogą zapytać, czemu nie kręcić w takich miejscach, bo przecież będzie taniej? — śmieje się nasza rozmówczyni. — Proszę jednak spojrzeć na przykład na Przy Torze czy Rejtana. Nie możesz tam kręcić filmu historycznego z obu stron, bo przecież ma nowe ekrany akustyczne.
Orunianka już wie, że niektóre ujęcia będą kręcone w jej ukochanej dzielnicy. — Park Oruński, Wzgórze Pięciu Braci, bloki na Koralowej, Granitowej, Perłowej czy Piaskowej. Być może także Dworcowa czy Głucha — wylicza.
Główni bohaterowie (wspomniany Seba i Boguś) mieszkają na Oruni — jeden w blokach w rejonie Piaskowej, drugi — po drugiej stronie torów. — Wszyscy w tym filmie będą reprezentowani. Orunia jest podzielona torami, drogami i rzeką, ale wszyscy łączymy się w miłości do tego miejsca — z dumą mówi Benkowska.
Tak wygląda plan na ten film
Reżyserka nazywa obecny etap przygotowania filmu: "zamykaniem budżetu". Mówi o potencjalnych źródłach finansowania jej filmu. — Szuka się pieniędzy w telewizjach, platformach (takich jak np. Netflix), ale też można ubiegać się o dofinansowanie z miasta Gdańska, pomorskiego funduszu filmowego, ministerstwa kultury czy kancelarii prezydenta. Ze względu na tajemnicę biznesową nie mogę powiedzieć, jakie my podejmujemy teraz działania.
Czy Benkowska rozważa publiczną zbiórkę, by zebrać przynajmniej część brakujących pieniędzy? — Gdyby wszystko inne zawiodło, to może i zbiórka... Ale przyznam, że jak bym się z tym źle czuła. Ten film to historia całej naszej społeczności, opowiadająca o ważnym momencie dla Pomorza. Zasługujemy, byśmy mogli zobaczyć film o naszym miejscu i kulturze, zrobiony przez człowieka stąd — pada odpowiedź.
Jeżeli pieniądze się znajdą, produkcja wchodzi w kolejny etap. — Przygotowania trwają około pięciu miesięcy. W tym czasie organizujemy ekipę, podpisujemy niezbędne umowy. Trzeba zgrać setki osób. Samo kręcenie potrwa około dwóch miesięcy.
Benkowska zastrzega, że ma wąskie okienko na kręcenie: — Film dzieje się latem. Jeżeli są wybory czerwcowe, to sceny na zewnątrz trudno kręcić zimą.
Najpierw dowiesz się o tym na portalu MojaOrunia
Orunianka mówi, że ma już dogranych "aktorów z pierwszych stron gazet", ale nie może ich jeszcze podać. Akcentuje też, że role drugoplanowe będą grać statyści, np. chętni spróbować swych sił mieszkańcy Oruni.
— Gdy ruszymy z kastingami, obiecuję, że pierwsza informacja na ten temat pojawi się na portalu MojaOrunia — zapewnia reżyserka.
Benkowskiej nadzieję daje reakcja członków komisji PISF. — Wszystkim bardzo scenariusz się podobał. Ale spodobała się też Orunia. Usłyszałam, że bardzo potrzebny jest film, który "odpomnikuje" Solidarność i nieco spuści balon z tego mitu — puentuje.























