Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Środa, 17/06/2026

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi

 10 dodane: 11:17, 01/06/26

tagi:

- Dom, dzieci, praca. Czułem się coraz bardziej wypalony życiem. Drewutnia dała mi pierwszą przestrzeń, gdzie zacząć dbać o siebie i o męskie relacje, ale zupełnie na innym poziomie - przyznaje Bartek, który regularnie przychodzi do męskiej drewutni na Dworcowej. Inni mężczyźni też dzielą się ze mną swoimi historiami. Słyszę o "bractwie" i o tym, jak trudno facetom czasem opuścić gardę.

„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi
„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na
Fot. FilipMackowiak

Fotografia 1 z 10

W każdą środę w Domu Sąsiedzkim przy ul. Dworcowej 11 na gdańskiej Oruni odbywają się spotkania dla mężczyzn pod nazwą „Męska Drewutnia”. Na drewutnię przychodzą mężczyźni w różnym wieku, gdzie najmłodsi niedawno przekroczyli drugą dekadę, a ci najstarsi już wychowują swoje dzieci. Inicjatywa łączy pracę fizyczną z rozmową w męskim gronie. Przez pierwszą godzinę uczestnicy rąbią drewno na świeżym powietrzu, a potem siadają przy kawie, żeby pogadać.
Azyl w codzienności
Dla wielu współczesnych mężczyzn życie przypomina nieustanny bieg. Dom, praca, obowiązki rodzinne – kolejne dni zlewają się w jedną całość, w której brakuje czasu na refleksję i przestrzeń wyłącznie dla siebie. Z tym problemem zmierzył się również Bartek, jeden z regularnych uczestników spotkań w Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań”.
– Nie wiedziałem, że mi tego brakuje, dopóki tego nie poznałem – przyznaje Bartek. – Wcześniej nie miałem takiego miejsca dla siebie. Dom, dzieci, praca. Czułem się coraz bardziej wypalony życiem. Drewutnia dała mi pierwszą przestrzeń, gdzie zacząć dbać o siebie i o męskie relacje, ale zupełnie na innym poziomie.
W opowieściach uczestników regularnie przewija się motyw „bractwa” – bezinteresownej wspólnoty, na którą można liczyć w prozaicznych, codziennych sytuacjach, takich jak pomoc przy przeprowadzce czy naprawa uszkodzonego koła w samochodzie. To poczucie solidarności buduje rzadko spotykany komfort psychiczny, na który według uczestników ciężko sobie pozwolić w niektórych kręgach.
Laboratorium z siekierą
Kluczem do zrozumienia fenomenu Męskiej Drewutni jest jej dwuetapowa formuła. Spotkania nie zaczynają się od siedzenia w kręgu i dzielenia się problemami. Pierwsza godzina to ciężka, rzemieślnicza praca na świeżym powietrzu.
Grzegorz, kolejny z uczestników, przyznaje wprost, że sama idea klubu dyskusyjnego by go nie przyciągnęła. To właśnie fizyczny wysiłek działa jak naturalny katalizator relacji.
– Wspólna praca przełamuje lody – tłumaczy Grzegorz. – Angażujemy się w to, wkładamy wysiłek. Nie ciągnęło mnie do samego siedzenia i rozmawiania o problemach. A tutaj po prostu spotykamy się i fizycznie działamy.
Grzegorz porównuje tę przestrzeń do laboratorium – miejsca kontrolowanego eksperymentu, w którym obowiązuje jedna, fundamentalna zasada: „wiele można, nic nie trzeba”. Zapytany o emocje, jakie towarzyszą mu na myśl o środowych wieczorach, odpowiada bez wahania trzema słowami: ulga, spokój i bezpieczeństwo. To moment, w którym – jak sam mówi – „wszystkie liście opadają, by można było rozkwitnąć”.
Opuszczanie gardy
Radosław Dąbrowski, stały uczestnik i moderator spotkań, patrzy na proces zachodzący w Drewutni z szerszej perspektywy. Zauważa, że współczesna kultura rzadko daje mężczyznom przyzwolenie na okazywanie słabości.
– Jesteśmy kulturowo nieprzyzwyczajeni do tego, żeby w ogóle ufać facetom – zauważa Radosław. – Męskie relacje są bardzo oparte na rywalizacji. Nagle pojawia się miejsce, w którym można trochę opuścić gardę, zobaczyć, co się za nią kryje, i poznać człowieka. To bywa trudne.
Dla samego moderatora prowadzenie grupy również stało się lekcją dojrzałości. Jak przyznaje, z czasem nauczył się rezygnować ze sztywnego kontrolowania tematów i oddał odpowiedzialność uczestnikom. Dzięki temu spotkania zyskały na spontaniczności, a granica między moderatorem a grupą uległa naturalnemu zatarciu. W Drewutni rozmawia się o wszystkim – od hobby i form spędzania czasu, przez zdrowie, aż po relacje rodzinne.
Przejrzeć się w drugim człowieku
Wokół Męskiej Drewutni naturalnie rodzi się dyskusja o jej przyszłości i otwarciu na nowych ludzi. Pojawiają się obawy, czy napływ kolejnych osób nie zburzy intymnej struktury, która budowała się miesiącami. Z drugiej strony dominuje przeświadczenie, że z tak wartościową inicjatywą należy wychodzić do innych.
Bartek zauważa, że obecność innych mężczyzn działa jak lustro. – Łatwiej się facetowi przejrzeć w innym facecie niż w kobiecie, która funkcjonuje inaczej. Czasami ktoś powie jedno zdanie, o którym ty myślałeś przez tysiąc godzin, i to jedno zdanie nagle coś odblokowuje w twojej głowie – wyjaśnia.
Grzegorz stawia jednak sprawę twardo. Drewutnia to nie jest niezobowiązujący bankiet towarzyski. To przestrzeń wymagająca autentyczności i gotowości na odsłonięcie swoich gorszych stron.
– Przyjdź, jeżeli naprawdę jesteś gotów na to, by być słabym, kruchym i chcesz coś z tym zrobić – podsumowuje Grzegorz.
To zderzenie perspektyw najlepiej pokazuje, że Męska Drewutnia nie ma jednego, narzuconego szablonu, a każdy z uczestników szuka w niej czegoś zupełnie innego. O ile dla Grzegorza to miejsce wymaga gotowości na pokazanie swoich gorszych stron, o tyle Bartek patrzy na to zupełnie inaczej. Dla niego to przede wszystkim przestrzeń do budowania zdrowych, kumpelskich relacji i równego braterstwa, w którym nikt nie musi czuć się „słaby” ani „kruchy”, by być w pełni akceptowanym.
Opisanie dynamiki tych spotkań słowami bywa trudne. Radosław porównuje to do próby zrelacjonowania emocji z jazdy sportowym samochodem komuś, kto nigdy w nim nie siedział. Tego doświadczenia nie da się łatwo przełożyć na tekst – trzeba je po prostu poczuć. Jednak dla tych, którzy decydują się spróbować, powrót do prostych, męskich więzi staje się punktem zwrotnym. Bo jak krótko kwitują uczestnicy: w Oruni jest moc.
Męska Drewutnia działa przy Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań” w Gdańsku-Oruni (ul. Dworcowa 11). Spotkania odbywają się w każdą środę o godzinie 18:00. Udział jest całkowicie bezpłatny i nie wymaga wcześniejszych zapisów.
W każdą środę w Domu Sąsiedzkim przy ul. Dworcowej 11 na gdańskiej Oruni odbywają się spotkania dla mężczyzn pod nazwą „Męska Drewutnia”. Na drewutnię przychodzą mężczyźni w różnym wieku, gdzie najmłodsi niedawno przekroczyli drugą dekadę, a ci najstarsi już wychowują swoje dzieci. Inicjatywa łączy pracę fizyczną z rozmową w męskim gronie. Przez pierwszą godzinę uczestnicy rąbią drewno na świeżym powietrzu, a potem siadają przy kawie, żeby pogadać.

Azyl w codzienności

Dla wielu współczesnych mężczyzn życie przypomina nieustanny bieg. Dom, praca, obowiązki rodzinne – kolejne dni zlewają się w jedną całość, w której brakuje czasu na refleksję i przestrzeń wyłącznie dla siebie. Z tym problemem zmierzył się również Bartek, jeden z regularnych uczestników spotkań w Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań”.

– Nie wiedziałem, że mi tego brakuje, dopóki tego nie poznałem – przyznaje Bartek. – Wcześniej nie miałem takiego miejsca dla siebie. Dom, dzieci, praca. Czułem się coraz bardziej wypalony życiem. Drewutnia dała mi pierwszą przestrzeń, gdzie zacząć dbać o siebie i o męskie relacje, ale zupełnie na innym poziomie.

W opowieściach uczestników regularnie przewija się motyw „bractwa” – bezinteresownej wspólnoty, na którą można liczyć w prozaicznych, codziennych sytuacjach, takich jak pomoc przy przeprowadzce czy naprawa uszkodzonego koła w samochodzie. To poczucie solidarności buduje rzadko spotykany komfort psychiczny, na który według uczestników ciężko sobie pozwolić w niektórych kręgach.

Laboratorium z siekierą

Kluczem do zrozumienia fenomenu Męskiej Drewutni jest jej dwuetapowa formuła. Spotkania nie zaczynają się od siedzenia w kręgu i dzielenia się problemami. Pierwsza godzina to ciężka, rzemieślnicza praca na świeżym powietrzu.

Grzegorz, kolejny z uczestników, przyznaje wprost, że sama idea klubu dyskusyjnego by go nie przyciągnęła. To właśnie fizyczny wysiłek działa jak naturalny katalizator relacji.

– Wspólna praca przełamuje lody – tłumaczy Grzegorz. – Angażujemy się w to, wkładamy wysiłek. Nie ciągnęło mnie do samego siedzenia i rozmawiania o problemach. A tutaj po prostu spotykamy się i fizycznie działamy.

Grzegorz porównuje tę przestrzeń do laboratorium – miejsca kontrolowanego eksperymentu, w którym obowiązuje jedna, fundamentalna zasada: „wiele można, nic nie trzeba”. Zapytany o emocje, jakie towarzyszą mu na myśl o środowych wieczorach, odpowiada bez wahania trzema słowami: ulga, spokój i bezpieczeństwo. To moment, w którym – jak sam mówi – „wszystkie liście opadają, by można było rozkwitnąć”.

Opuszczanie gardy

Radosław Dąbrowski, stały uczestnik i moderator spotkań, patrzy na proces zachodzący w Drewutni z szerszej perspektywy. Zauważa, że współczesna kultura rzadko daje mężczyznom przyzwolenie na okazywanie słabości.

– Jesteśmy kulturowo nieprzyzwyczajeni do tego, żeby w ogóle ufać facetom – zauważa Radosław. – Męskie relacje są bardzo oparte na rywalizacji. Nagle pojawia się miejsce, w którym można trochę opuścić gardę, zobaczyć, co się za nią kryje, i poznać człowieka. To bywa trudne.

Dla samego moderatora prowadzenie grupy również stało się lekcją dojrzałości. Jak przyznaje, z czasem nauczył się rezygnować ze sztywnego kontrolowania tematów i oddał odpowiedzialność uczestnikom. Dzięki temu spotkania zyskały na spontaniczności, a granica między moderatorem a grupą uległa naturalnemu zatarciu. W Drewutni rozmawia się o wszystkim – od hobby i form spędzania czasu, przez zdrowie, aż po relacje rodzinne.

Przejrzeć się w drugim człowieku

Wokół Męskiej Drewutni naturalnie rodzi się dyskusja o jej przyszłości i otwarciu na nowych ludzi. Pojawiają się obawy, czy napływ kolejnych osób nie zburzy intymnej struktury, która budowała się miesiącami. Z drugiej strony dominuje przeświadczenie, że z tak wartościową inicjatywą należy wychodzić do innych.

Bartek zauważa, że obecność innych mężczyzn działa jak lustro. – Łatwiej się facetowi przejrzeć w innym facecie niż w kobiecie, która funkcjonuje inaczej. Czasami ktoś powie jedno zdanie, o którym ty myślałeś przez tysiąc godzin, i to jedno zdanie nagle coś odblokowuje w twojej głowie – wyjaśnia.

Grzegorz stawia jednak sprawę twardo. Drewutnia to nie jest niezobowiązujący bankiet towarzyski. To przestrzeń wymagająca autentyczności i gotowości na odsłonięcie swoich gorszych stron.

– Przyjdź, jeżeli naprawdę jesteś gotów na to, by być słabym, kruchym i chcesz coś z tym zrobić – podsumowuje Grzegorz.

To zderzenie perspektyw najlepiej pokazuje, że Męska Drewutnia nie ma jednego, narzuconego szablonu, a każdy z uczestników szuka w niej czegoś zupełnie innego. O ile dla Grzegorza to miejsce wymaga gotowości na pokazanie swoich gorszych stron, o tyle Bartek patrzy na to zupełnie inaczej. Dla niego to przede wszystkim przestrzeń do budowania zdrowych, kumpelskich relacji i równego braterstwa, w którym nikt nie musi czuć się „słaby” ani „kruchy”, by być w pełni akceptowanym.

Opisanie dynamiki tych spotkań słowami bywa trudne. Radosław porównuje to do próby zrelacjonowania emocji z jazdy sportowym samochodem komuś, kto nigdy w nim nie siedział. Tego doświadczenia nie da się łatwo przełożyć na tekst – trzeba je po prostu poczuć. Jednak dla tych, którzy decydują się spróbować, powrót do prostych, męskich więzi staje się punktem zwrotnym. Bo jak krótko kwitują uczestnicy: w Oruni jest moc.

Męska Drewutnia działa przy Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań” w Gdańsku-Oruni (ul. Dworcowa 11). Spotkania odbywają się w każdą środę o godzinie 18:00. Udział jest całkowicie bezpłatny i nie wymaga wcześniejszych zapisów.
„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi

„Nie...

„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi

„Nie...

„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi

„Nie...

„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi

„Nie...

„Nie wiedziałem, że mi tego brakuje”. Jak na gdańskiej Oruni mężczyźni budują więzi

„Nie...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

77.236.29.*

12:00, 14/06/26

Rzeczywiście Męska Drewutnia jest wyjątkową przestrzenią ze względu na dwuetapowa formułę. Tak, jak powiedział Radek - "tego doświadczenia nie da się łatwo przełożyć na tekst – trzeba je po prostu poczuć" ...wiecej

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA

Ostatnie ogłoszenia

• Wiecej ogłoszeń