W każdą środę w Domu Sąsiedzkim przy ul. Dworcowej 11 na gdańskiej Oruni odbywają się spotkania dla mężczyzn pod nazwą „Męska Drewutnia”. Na drewutnię przychodzą mężczyźni w różnym wieku, gdzie najmłodsi niedawno przekroczyli drugą dekadę, a ci najstarsi już wychowują swoje dzieci. Inicjatywa łączy pracę fizyczną z rozmową w męskim gronie. Przez pierwszą godzinę uczestnicy rąbią drewno na świeżym powietrzu, a potem siadają przy kawie, żeby pogadać.
Azyl w codzienności
Dla wielu współczesnych mężczyzn życie przypomina nieustanny bieg. Dom, praca, obowiązki rodzinne – kolejne dni zlewają się w jedną całość, w której brakuje czasu na refleksję i przestrzeń wyłącznie dla siebie. Z tym problemem zmierzył się również Bartek, jeden z regularnych uczestników spotkań w Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań”.
– Nie wiedziałem, że mi tego brakuje, dopóki tego nie poznałem – przyznaje Bartek. – Wcześniej nie miałem takiego miejsca dla siebie. Dom, dzieci, praca. Czułem się coraz bardziej wypalony życiem. Drewutnia dała mi pierwszą przestrzeń, gdzie zacząć dbać o siebie i o męskie relacje, ale zupełnie na innym poziomie.
W opowieściach uczestników regularnie przewija się motyw „bractwa” – bezinteresownej wspólnoty, na którą można liczyć w prozaicznych, codziennych sytuacjach, takich jak pomoc przy przeprowadzce czy naprawa uszkodzonego koła w samochodzie. To poczucie solidarności buduje rzadko spotykany komfort psychiczny, na który według uczestników ciężko sobie pozwolić w niektórych kręgach.
Laboratorium z siekierą
Kluczem do zrozumienia fenomenu Męskiej Drewutni jest jej dwuetapowa formuła. Spotkania nie zaczynają się od siedzenia w kręgu i dzielenia się problemami. Pierwsza godzina to ciężka, rzemieślnicza praca na świeżym powietrzu.
Grzegorz, kolejny z uczestników, przyznaje wprost, że sama idea klubu dyskusyjnego by go nie przyciągnęła. To właśnie fizyczny wysiłek działa jak naturalny katalizator relacji.
– Wspólna praca przełamuje lody – tłumaczy Grzegorz. – Angażujemy się w to, wkładamy wysiłek. Nie ciągnęło mnie do samego siedzenia i rozmawiania o problemach. A tutaj po prostu spotykamy się i fizycznie działamy.
Grzegorz porównuje tę przestrzeń do laboratorium – miejsca kontrolowanego eksperymentu, w którym obowiązuje jedna, fundamentalna zasada: „wiele można, nic nie trzeba”. Zapytany o emocje, jakie towarzyszą mu na myśl o środowych wieczorach, odpowiada bez wahania trzema słowami: ulga, spokój i bezpieczeństwo. To moment, w którym – jak sam mówi – „wszystkie liście opadają, by można było rozkwitnąć”.
Opuszczanie gardy
Radosław Dąbrowski, stały uczestnik i moderator spotkań, patrzy na proces zachodzący w Drewutni z szerszej perspektywy. Zauważa, że współczesna kultura rzadko daje mężczyznom przyzwolenie na okazywanie słabości.
– Jesteśmy kulturowo nieprzyzwyczajeni do tego, żeby w ogóle ufać facetom – zauważa Radosław. – Męskie relacje są bardzo oparte na rywalizacji. Nagle pojawia się miejsce, w którym można trochę opuścić gardę, zobaczyć, co się za nią kryje, i poznać człowieka. To bywa trudne.
Dla samego moderatora prowadzenie grupy również stało się lekcją dojrzałości. Jak przyznaje, z czasem nauczył się rezygnować ze sztywnego kontrolowania tematów i oddał odpowiedzialność uczestnikom. Dzięki temu spotkania zyskały na spontaniczności, a granica między moderatorem a grupą uległa naturalnemu zatarciu. W Drewutni rozmawia się o wszystkim – od hobby i form spędzania czasu, przez zdrowie, aż po relacje rodzinne.
Przejrzeć się w drugim człowieku
Wokół Męskiej Drewutni naturalnie rodzi się dyskusja o jej przyszłości i otwarciu na nowych ludzi. Pojawiają się obawy, czy napływ kolejnych osób nie zburzy intymnej struktury, która budowała się miesiącami. Z drugiej strony dominuje przeświadczenie, że z tak wartościową inicjatywą należy wychodzić do innych.
Bartek zauważa, że obecność innych mężczyzn działa jak lustro. – Łatwiej się facetowi przejrzeć w innym facecie niż w kobiecie, która funkcjonuje inaczej. Czasami ktoś powie jedno zdanie, o którym ty myślałeś przez tysiąc godzin, i to jedno zdanie nagle coś odblokowuje w twojej głowie – wyjaśnia.
Grzegorz stawia jednak sprawę twardo. Drewutnia to nie jest niezobowiązujący bankiet towarzyski. To przestrzeń wymagająca autentyczności i gotowości na odsłonięcie swoich gorszych stron.
– Przyjdź, jeżeli naprawdę jesteś gotów na to, by być słabym, kruchym i chcesz coś z tym zrobić – podsumowuje Grzegorz.
To zderzenie perspektyw najlepiej pokazuje, że Męska Drewutnia nie ma jednego, narzuconego szablonu, a każdy z uczestników szuka w niej czegoś zupełnie innego. O ile dla Grzegorza to miejsce wymaga gotowości na pokazanie swoich gorszych stron, o tyle Bartek patrzy na to zupełnie inaczej. Dla niego to przede wszystkim przestrzeń do budowania zdrowych, kumpelskich relacji i równego braterstwa, w którym nikt nie musi czuć się „słaby” ani „kruchy”, by być w pełni akceptowanym.
Opisanie dynamiki tych spotkań słowami bywa trudne. Radosław porównuje to do próby zrelacjonowania emocji z jazdy sportowym samochodem komuś, kto nigdy w nim nie siedział. Tego doświadczenia nie da się łatwo przełożyć na tekst – trzeba je po prostu poczuć. Jednak dla tych, którzy decydują się spróbować, powrót do prostych, męskich więzi staje się punktem zwrotnym. Bo jak krótko kwitują uczestnicy: w Oruni jest moc.
Męska Drewutnia działa przy Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań” w Gdańsku-Oruni (ul. Dworcowa 11). Spotkania odbywają się w każdą środę o godzinie 18:00. Udział jest całkowicie bezpłatny i nie wymaga wcześniejszych zapisów.
W każdą środę w Domu Sąsiedzkim przy ul. Dworcowej 11 na gdańskiej Oruni odbywają się spotkania dla mężczyzn pod nazwą „Męska Drewutnia”. Na drewutnię przychodzą mężczyźni w różnym wieku, gdzie najmłodsi niedawno przekroczyli drugą dekadę, a ci najstarsi już wychowują swoje dzieci. Inicjatywa łączy pracę fizyczną z rozmową w męskim gronie. Przez pierwszą godzinę uczestnicy rąbią drewno na świeżym powietrzu, a potem siadają przy kawie, żeby pogadać.
Azyl w codzienności
Dla wielu współczesnych mężczyzn życie przypomina nieustanny bieg. Dom, praca, obowiązki rodzinne – kolejne dni zlewają się w jedną całość, w której brakuje czasu na refleksję i przestrzeń wyłącznie dla siebie. Z tym problemem zmierzył się również Bartek, jeden z regularnych uczestników spotkań w Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań”.
– Nie wiedziałem, że mi tego brakuje, dopóki tego nie poznałem – przyznaje Bartek. – Wcześniej nie miałem takiego miejsca dla siebie. Dom, dzieci, praca. Czułem się coraz bardziej wypalony życiem. Drewutnia dała mi pierwszą przestrzeń, gdzie zacząć dbać o siebie i o męskie relacje, ale zupełnie na innym poziomie.
W opowieściach uczestników regularnie przewija się motyw „bractwa” – bezinteresownej wspólnoty, na którą można liczyć w prozaicznych, codziennych sytuacjach, takich jak pomoc przy przeprowadzce czy naprawa uszkodzonego koła w samochodzie. To poczucie solidarności buduje rzadko spotykany komfort psychiczny, na który według uczestników ciężko sobie pozwolić w niektórych kręgach.
Laboratorium z siekierą
Kluczem do zrozumienia fenomenu Męskiej Drewutni jest jej dwuetapowa formuła. Spotkania nie zaczynają się od siedzenia w kręgu i dzielenia się problemami. Pierwsza godzina to ciężka, rzemieślnicza praca na świeżym powietrzu.
Grzegorz, kolejny z uczestników, przyznaje wprost, że sama idea klubu dyskusyjnego by go nie przyciągnęła. To właśnie fizyczny wysiłek działa jak naturalny katalizator relacji.
– Wspólna praca przełamuje lody – tłumaczy Grzegorz. – Angażujemy się w to, wkładamy wysiłek. Nie ciągnęło mnie do samego siedzenia i rozmawiania o problemach. A tutaj po prostu spotykamy się i fizycznie działamy.
Grzegorz porównuje tę przestrzeń do laboratorium – miejsca kontrolowanego eksperymentu, w którym obowiązuje jedna, fundamentalna zasada: „wiele można, nic nie trzeba”. Zapytany o emocje, jakie towarzyszą mu na myśl o środowych wieczorach, odpowiada bez wahania trzema słowami: ulga, spokój i bezpieczeństwo. To moment, w którym – jak sam mówi – „wszystkie liście opadają, by można było rozkwitnąć”.
Opuszczanie gardy
Radosław Dąbrowski, stały uczestnik i moderator spotkań, patrzy na proces zachodzący w Drewutni z szerszej perspektywy. Zauważa, że współczesna kultura rzadko daje mężczyznom przyzwolenie na okazywanie słabości.
– Jesteśmy kulturowo nieprzyzwyczajeni do tego, żeby w ogóle ufać facetom – zauważa Radosław. – Męskie relacje są bardzo oparte na rywalizacji. Nagle pojawia się miejsce, w którym można trochę opuścić gardę, zobaczyć, co się za nią kryje, i poznać człowieka. To bywa trudne.
Dla samego moderatora prowadzenie grupy również stało się lekcją dojrzałości. Jak przyznaje, z czasem nauczył się rezygnować ze sztywnego kontrolowania tematów i oddał odpowiedzialność uczestnikom. Dzięki temu spotkania zyskały na spontaniczności, a granica między moderatorem a grupą uległa naturalnemu zatarciu. W Drewutni rozmawia się o wszystkim – od hobby i form spędzania czasu, przez zdrowie, aż po relacje rodzinne.
Przejrzeć się w drugim człowieku
Wokół Męskiej Drewutni naturalnie rodzi się dyskusja o jej przyszłości i otwarciu na nowych ludzi. Pojawiają się obawy, czy napływ kolejnych osób nie zburzy intymnej struktury, która budowała się miesiącami. Z drugiej strony dominuje przeświadczenie, że z tak wartościową inicjatywą należy wychodzić do innych.
Bartek zauważa, że obecność innych mężczyzn działa jak lustro. – Łatwiej się facetowi przejrzeć w innym facecie niż w kobiecie, która funkcjonuje inaczej. Czasami ktoś powie jedno zdanie, o którym ty myślałeś przez tysiąc godzin, i to jedno zdanie nagle coś odblokowuje w twojej głowie – wyjaśnia.
Grzegorz stawia jednak sprawę twardo. Drewutnia to nie jest niezobowiązujący bankiet towarzyski. To przestrzeń wymagająca autentyczności i gotowości na odsłonięcie swoich gorszych stron.
– Przyjdź, jeżeli naprawdę jesteś gotów na to, by być słabym, kruchym i chcesz coś z tym zrobić – podsumowuje Grzegorz.
To zderzenie perspektyw najlepiej pokazuje, że Męska Drewutnia nie ma jednego, narzuconego szablonu, a każdy z uczestników szuka w niej czegoś zupełnie innego. O ile dla Grzegorza to miejsce wymaga gotowości na pokazanie swoich gorszych stron, o tyle Bartek patrzy na to zupełnie inaczej. Dla niego to przede wszystkim przestrzeń do budowania zdrowych, kumpelskich relacji i równego braterstwa, w którym nikt nie musi czuć się „słaby” ani „kruchy”, by być w pełni akceptowanym.
Opisanie dynamiki tych spotkań słowami bywa trudne. Radosław porównuje to do próby zrelacjonowania emocji z jazdy sportowym samochodem komuś, kto nigdy w nim nie siedział. Tego doświadczenia nie da się łatwo przełożyć na tekst – trzeba je po prostu poczuć. Jednak dla tych, którzy decydują się spróbować, powrót do prostych, męskich więzi staje się punktem zwrotnym. Bo jak krótko kwitują uczestnicy: w Oruni jest moc.
Męska Drewutnia działa przy Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań” w Gdańsku-Oruni (ul. Dworcowa 11). Spotkania odbywają się w każdą środę o godzinie 18:00. Udział jest całkowicie bezpłatny i nie wymaga wcześniejszych zapisów.