Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Wtorek, 14/07/2026

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Dróżniczka z Sandomierskiej: "Codziennie widzę, jak na przejeździe kolejowym ludzie ryzykują swoim życiem"

 4 dodane: 12:52, 06/07/26

tagi:

Co chwilę odbiera telefony od dyżurnego ruchem, zamyka i otwiera szlabany i pilnuje, by ludzie nie pozabijali się na przejazdach - w pierwszej części rozmowy z portalem MojaOrunia Marika Wohlert, dróżniczka z Sandomierskiej przywołuje niebezpieczne historie. - Czasem się zastanawiam, kto tym ludziom dał prawo jazdy i jakim cudem ten człowiek jeszcze żyje? - komentuje.

Dróżniczka z Sandomierskiej:
Dróżniczka z Sandomierskiej: "Codziennie widzę,
Fot. Marika Wohlert

Fotografia 1 z 4

Publikujemy pierwszą część wywiadu z Mariką Wohlert, dróżniczką z ulicy Sandomierskiej, która opowiedziała nam o tym, co w swojej pracy widzi każdego dnia i o tym, jak ludzie ryzykują swoim życiem, by zaoszczędzić kilka minut.

W drugiej części, którą pokażemy za kilka dni, dróżniczka opowie o technicznych szczegółach swojej pracy, karetkach na szlabanach, ale też o tym, dlaczego rogatki tak często muszą być zamykane. - W ciągu doby przez przejazd na Sandomierskiej potrafi przejechać nawet 300 pociągów - mówi.

Poniżej pierwsza część rozmowy.

*****

Piotr Olejarczyk, MojaOrunia: Krzyczysz na ludzi, którzy wchodzą na przejazd przy zamkniętych szlabanach?

Marika Wohlert, dróżniczka z przejazdu na Sandomierskiej: Na Sandomierskiej najczęściej krzyczy się tutaj na tych, co stoją niedaleko, przy koźle oporowym. Tam jest taki fragment, że stoją tam ludzie i często spożywają alkohol. Taka samo trzeba uważać na dzieciaki biegające wokół niego. Czasem trzeba okno otworzyć i się wydrzeć. A jak nie idzie, to się wzywa sokistów. Ci interweniują, jak postronni ludzie się kręcą przy torach i jest obawa, że chcą wtargnąć.

Z kolei na Dworcowej jest tak, że sokiści lub inne służby czasami sami obserwują i łapią. Widzą, że szlaban zamknięty i że ktoś i tak przechodzi przez przejazd. Później jest krótkie: "zapraszamy do nas". I człowiek się musi tłumaczyć przed sokistami. Oj lecą czasem mandaty, lecą.

Nie dość, że co chwilę odbierasz telefony od dyżurnego ruchem, zamykasz i otwierasz szlabany, to jeszcze musisz pilnować ludzi, by się nie zabijali na przejazdach?

Jak nie działają urządzenia, to jeszcze zdarza mi się kierować ruchem. Wychodzę i wstrzymuję ruch, gdy przejeżdża pociąg. Tak jak policja, wyciągam lizaka i kieruję ruchem. Stoję na środku przejazdu i każę ludziom stać, aż będzie możliwość bezpiecznego przejazdu przez tory. Tu pierwszeństwo mają zawsze pociągi.

Ludzie się słuchają?

Umiarkowanie. Wiadomo, że jak ktoś stoi 20 minut na przejeździe, to nie chce stać dłużej. Ludzie się spieszą, przechodzą, gdy nie powinni. Krzyczę do nich, by stali. I co słyszę? "A co ty tam sobie wyobrażasz? Ile mam stać?". Ja mówię, że będziesz stać tyle, ile potrzeba. Nie robię tego przecież dla swojego widzi mi się.

Na wszystko mam procedury bezpieczeństwa. My dróżnicy, musimy reagować na takie sytuacje. Ponadto powiem tak: ja przychodzę na służbę z prokuratorem na ramieniu i z nim wychodzę. Dopiero po jej zakończeniu mogę uznać, że służba przebiegła bądź nie umiarkowanie spokojnie.

Najgorszy dzień, który przeżyłaś w tej pracy?

Staram się o tym nie myśleć. Nie wspominać za bardzo. W domu jest czasem trochę nerwówki, bo człowiek czasem sobie coś złego przypomni. Ale zawsze jest myśl, że następnego dnia trzeba znów przyjść do pracy i robić swoje.

Czego "zwykły Kowalski" nie wie o pracy dróżnika?

Najczęściej ludzie myślą, że my za długo trzymamy ich na przejeździe i że jak pociąg nie jedzie, a szlaban zamknięty, to na pewno jest wina kolejarzy. Bo w nocy sobie przysnęli. My w nocy nie śpimy. Za dużo się dzieje. 12 godzin się siedzi i czuwa.

Czuwamy nad bezpiecznym dotarciem przez was do pracy, domu, czy gdzie tam chcecie. I druga krzywdząca kwestia: dróżnik tylko zamyka i otwiera rogatki, w sumie to nic nie robi i mogłaby to robić nawet małpa. Otóż tak nie jest, a niestety takie rzeczy słyszymy i nas to boli.

Jak często na przejeździe ludzie wchodzą prawie że pod pociąg?

Różnie, czasami mamy wysyp takich momentów. Kiedy indziej na zmianie jest spokojnie. Są jednak sytuacje, że ciśnienie skacze.

Kiedy?

Taka historia. Niedziela 6 rano. Zbliża się koniec służby, za godzinę się zmieniamy. Chcę iść do domu i się wyspać. Ale nagle Pendolino przejeżdża przez mój przejazd i zatrzymuje się kawałek za moim posterunkiem, za nastawnią. Kierownik pociągu myślał, że potrącił człowieka. Co się okazało? Szlabany zamknięte, facet przechodził na ostatnią chwilę. Myślał, że zdąży. Ściągnął nogę w dosłownie ostatniej chwili, przed rozpędzonym Pendolino. Cud, że przeżył.

Niestety tu często ludzie chodzą na oślep. Widzą, że pociąg jedzie. Słyszą, że pociąg trąbi, a przecież to nie jest zwykły klakson. Siwieje maszynista, siwieje dróżnik.

Ale i tak ludzie przechodzą.

Tak. To jest bezmyślność. I myślenie na zasadzie, no przecież zdążę. Nie, nie zdążysz. To są ułamki sekund. Czoło pociągu przejeżdża przez mój przejazd w sekundę. To są takie prędkości. Kto przed czymś takim zdąży? Pracuję tutaj i codziennie widzę, jak ludzie ryzykują życiem. Zastanawiam się, po co? Co jest ważniejsze? Życie, czy to, że oszczędzisz 5 minut na szlabanach?

Wiele osób myślało, że zdąży przed pociągiem. To była ostatnia myśl w ich życiu.

No właśnie. Pamiętam jedną zmianę z 30 kwietnia na 1 maja. Święto pracy. Kończymy pracę o 7 rano. Człowiek się cieszy. Majówka za pasem. Nagle o wpół do drugiej w nocy na wysokości szkoły, w rejonie Smętnej pociąg towarowy z cysternami z paliwem uderza w człowieka. Ten ginie na miejscu. Facet przechodził, wracał z jakiejś imprezy. Myślał, że zrobi sobie skrót. I już niestety nigdy więcej niczego nie poświętuje. Przy okazji mogę powiedzieć, co też mnie wkurza?

Jasne.

Jako była dziennikarka walczę z nagłówkami w stylu: "Pociąg potrącił człowieka". Nie ma czegoś takiego. Ja oczywiście wiem, że to jest uproszczenie. Ale ono nie oddaje prawdy.

Jakbyś napisała taki nagłówek?

Napisałabym, że osoba wtargnęła pod pociąg. Pociąg nie ma możliwości zjechania. Gdy jest zdanie, że "pociąg potrącił człowieka", to czytelnik od razu myśli, że jak pociąg potrącił, to maszynista musi być temu winien.

Nie proszę państwa. Torowisko jest świętością dla pociągu. Jeżeli osoba postronna jest na przejeździe, gdy nie powinna tam być, to my ją traktujemy jako potencjalnego samobójcę.

Ludzie, my naprawdę chronimy was, jak możemy. Dajemy z siebie wszystko. Ale jak wchodzicie, gdy pociąg nadjeżdża, nie jesteśmy w stanie zareagować. Nie jesteśmy supermamami, które zatrzymają pociąg. A jak coś się już stanie? Maszynista ma traumę. Kierownik pociągu jest pierwszą osobą, która wychodzi sprawdzić, co się dzieje. To on widzi pierwszy trupa. I to my piszemy potem wyjaśnienie, dlaczego doszło do wypadku, a nie wy. Do tego jeszcze ten widok rozszarpanego ciała w torowisku na długość czasem kilkuset metrów…

Niestety na Oruni jest sporo sytuacji, że samobójcy decydują się zakończyć swoje życie właśnie pod kołami pociągu.

Ja na szczęście nigdy czegoś takiego nie widziałam. Ale moi koledzy widzieli i do dziś mają traumę. Dróżniczka z przejazdu na Dworcowej miała historię, że kobieta zginęła praktycznie przy jej posterunku. Następnego dnia ludzie się zastanawiali, czemu tyle ptaków lata nad tym posterunkiem. Albo dlaczego trzeba go myć bądź i nawet malować.

Straszne.

Tak. Dlatego chciałam z Tobą porozmawiać, by pokazać ludziom, jak to wygląda z naszej strony.

Mówisz o bezmyślności ludzi, którzy ryzykują na przejazdach swoim życiem. Mówisz też o tym, że dróżnicy zwracają im uwagę, krzyczą, apelują. Zdarza się, że ktoś przeprosi? Że widzisz, że do kogoś dotarło, że zrobił źle i że już takiego błędu nie popełni?

Zdarza się, że ktoś podniesie rękę, na zasadzie, moja wina, przepraszam. Ale często niestety jest reakcja w stylu: "Puknij się w głowę. Co ty chcesz ode mnie kobieto? Przecież ja tu jestem królem". Niestety nikt nie jest królem przy Pendolino, które na przejeździe przy Sandomierskiej jedzie z prędkością 160 km na godz. To jest tak ogromna siła i prędkość...

Kiedyś koło mojego przejazdu kręcił się bezpański piesek. On często chodził po okolicy. Niestety jednego dnia na mojej służbie, musiałam patrzeć, jak pociąg mi rozjeżdża psa. Nie zdążył zejść. Podmuch pociągu był tak silny, że piesek znalazł się prawie pod tunelem przy Rejtana. Ludzie sobie z siły pociągu nie zdają sprawy, dopóki jej nie poczują.

Samochody też wjeżdżają w ostatnim momencie na przejazd?

Tak. Na przejeździe są dwa drągi, szlabany. Zamykam ten wjazdowy, by już nikt na przejazd nie wjechał z jednej i drugiej strony. Są też drągi wyjazdowe, żeby ewentualnie osoby postronne, czy samochody mogły zjechać z przejazdu.

Zamykam drąg wjazdowy i on opada z kąta 90 stopni. Wyobraź sobie, że auta wjeżdżają nawet w momencie, gdy szlaban jest pod kątem 20 stopni, czyli już bardzo nisko. Siedzimy i się zastanawiamy, kto tym ludziom dał prawo jazdy i jakim cudem ten człowiek jeszcze żyje.

Kiedyś zamykam szlaban, dojeżdża do nas "elka". Nauka jazdy. Dwie kobiety w aucie. Myślę, że na spokojnie kursantka wciśnie hamulec i się zatrzyma. A co zrobiła? Pod nadzorem instruktorki przyspiesza i przejeżdża w trakcie zamykania szlabanów. Myślę, Matko Boska, tego uczą w szkołach nauki jazdy? Dziki zachód.

Galeria artykułu

Dróżniczka z Sandomierskiej: "Codziennie widzę, jak na przejeździe kolejowym ludzie ryzykują swoim życiem"

Dróżniczka z...

Dróżniczka z Sandomierskiej: "Codziennie widzę, jak na przejeździe kolejowym ludzie ryzykują swoim życiem"

Dróżniczka z...

Dróżniczka z Sandomierskiej: "Codziennie widzę, jak na przejeździe kolejowym ludzie ryzykują swoim życiem"

Dróżniczka z...

Dróżniczka z Sandomierskiej: "Codziennie widzę, jak na przejeździe kolejowym ludzie ryzykują swoim życiem"

Dróżniczka z...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (5)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

77.236.20.*

01:38, 07/07/26

Ten hejt na pieszych przebiegających jak zajace to taka propaganda odwetowa na Oruniakach i ludziach którzy pracuja na Oruni - dojezdżają pracować - i przebiegaja przez tory?! Takie wybielenie PKP i drózników - ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

77.236.20.*

01:22, 07/07/26

cd// Zawsze mówi się , ze Orunia to takie \"waskie gardzło\" kolejowe od Tczewa do Gdańska - i nie daj Bóg żeby cos sie stało ... to cały ruch kolejowy któredy PKP pusci? Przez Kaszuby bokiem? Może przez nowe ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

77.236.20.*

01:13, 07/07/26

Ludzie nie mają alternatywnych przejści na Oruni! Dlaczego miasto nie uzgodniło z Koleja przy przebudowie magistrali kolejowej porzadnych przejazdów poniżej albo powyżej torów jak to potrafili zrobić wójtowie ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

37.225.28.*

20:40, 06/07/26

Oj Pani Mariko...

zgloś naruszenie
awatar

gosc

31.0.44.*

20:01, 06/07/26

Niech pani marika sie pochwali jak przepuściła pociąg na przejazd kolejowy przy otwartych rogatkach. Sytuacja stała sie na jej zmianie przy działających rogatkach, calą niebezpieczną sytuacje oczywiście ...wiecej

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA

Ostatnie ogłoszenia

• Wiecej ogłoszeń